środa, 28 grudnia 2011

Rozdział 7

- Dobra tato, lecę się przebrać i idę po zakupy. - powiedziała Lucy idąc na górę.
- Ejj.. Czekaj. - powiedział ojciec.
- Co ? - zapytała dziewczyna.
- Zakupy już zrobione. Jak byłaś w szkole, to mi się nudziło więc poszedłem i kupiłem. Teraz tylko ugotujemy i możemy jeść. - stwierdził wesoło tata.
- O, fajnie.- powiedziała zdziwiona Lucy.
- No to zabierajmy się do robienia obiadu.- dorzuciła idąc do kuchni.
Po godzinie obiad był zrobiony.
- Bardzo smaczne. Dziękuję. Masz talent kulinarny. Naprawdę. - powiedział ojciec wycierając serwetką usta.
- Oj tato, nie przesadzaj. Ale cieszę się, że Ci smakowało. - rzekła dziewczyna zbierając talerze.
- Zostaw, posprzątam. A Ty się dzisiaj gdzie wybierasz? Chyba z tym twoim kochasiem się umówiłaś. Lucy nie rób głupot. A jak coś ci zrobi to...
- Tato ! Max nie jest taki. On mi nic nie zrobi. Wierzę mu. A tak w ogóle, to widzę że go polubiłeś.- przerwała ojcu Lucy, z szyderczym uśmiechem.
- Pierwsze wrażenie nie było złe. Tyle Ci powiem. A teraz leć do niego, bo pewnie chłopak czeka na Ciebie i czeka.- powiedział tata, sprzątając ze stołu.
- Jak nalegasz..
- Nie ! Coś Ty. Możesz zostać w domu. Z miłą chęcią z Tobą posiedzę.
- Żartowałam.
- No przecież wiem.
- Dobra, lecę się przebrać.
- Ok, tylko nie wróć późno. Przecież jutro jeszcze szkoła. Ale.. jak szaleć to szaleć. Możesz nie iść jutro do szkoły..
- Dzięki tatku. No kocham Cię. - Lucy rzuciła się ojcu na szyję.
- Dobra, dobra zostaw te czułości dla twojego kochasia. Ale przed pierwszą masz być. Zrozumiano ?
- Jasne. - rzuciła dziewczyna, biegnąc do garderoby. W telefonie widniała godzina w pół do 4  i jedna wiadomość.
" Kochanie, jakie plany na dziś ? ;* " - od Maxa.
" O 5 w parku. Nie spóźnij się ;** "- odpisała szybko.
Po chwili znowu przyszedł SMS, również od Maxa : " Na pewno ;* "
Wrzuciła na siebie bokserkę z flagą USA, czerwone rurki i czarne conversy. Rozpuściła swoje długie, brązowe włosy i podkreśliła lekko kredką swoje duże, zielone oczy. Było za piętnaście 4 i postanowiła wstąpić jeszcze do Rose. Wzięła telefon i pieniądze do kieszonki.
- U lala. Ślicznie wyglądasz. - powiedział tata wyłaniając się z pod gazety, gdy Lucy zeszła na dół.
- Oj tato, zostaw te komplementy dla mojego, jak to Ty nazywasz "kochasia". - odpowiedziała dziewczyna z szyderczym uśmieszkiem.
- Wrócę, jak ustaliliśmy. To pa. - rzuciła Lucy wychodząc.
- No pa. Uważaj na siebie.
Chodź był maj, słońce dawało we znaki. Lucy cieszyła się, że za nie całe dwa miesiące skończy szkołę i będą wakacje. Na 100% nie wiedziała jeszcze gdzie pojedzie ale myślała o jakimś wspaniałym miejscu i chciała tam być ze swoją wspaniałą ekipą. No i oczywiście z Maxem. Znała go krótko, ale czuła się przy nim jakby znali się od małego. W końcu znalazła się przy domu Rose. Zadzwoniła do dzwonka i otworzył jej brat Rose.
- Hej, jest Rose w domu ? - zapytała .
- Siemka. Jest w ogrodzie. Wejdziesz? - zapytał.
- Jasne.
- Ale uprzedzam, że nie jest sama. - powiedział Josh zamykając za Lucy drzwi.
- Bella jest czy chłopaki ?
- Ani Bella ani chłopaki. Z jakimś chłopakiem siedzi, odkąd wróciła ze szkoły. Napijesz się czegoś ?
- Nie, dzięki. Ja tylko na chwilę. - powiedziała zdezorientowana dziewczyna.
Lucy poszła w stronę ogrodu. To co tam zobaczyła bardzo ją zdziwiło. Rose siedziała na kolanach jakiegoś faceta... Ale szczerze mówiąc.. słodko razem wyglądali. Postanowiła, że nie będzie im przeszkadzać.
- Josh, nie mów Rose, że byłam ok ? - powiedziała Lucy
- A wszystko w porządku ? - zapytał chłopak.
- Tak, jasne. Tylko jej nie mów.
- No ok. Nie ma sprawy. A co tam u Ciebie?
- A no dobrze dzięki. Wiesz, ja muszę lecieć. Może wpadnę wieczorem. Trzymaj się, pa . - powiedziała Lucy i cmoknęła Josha w policzek. Wyszła z domu Rose i napisała jej SMS "Jutro o 17 u mnie. Wbijamy na jakąś bibe. Bierz swojego gołąbeczka ;** Trzymaj się, pa :P  ;** " . Chwilę później zadzwonił Max.
- Hej kochanie, gdzie jesteś ? - zapytał.
- Właśnie wychodzę od Rose. Możesz być za 15 minut w parku ?- zapytała dziewczyna.
- Jasne. Nie spóźnię się. Pa.
- Okej, pa.- rzuciła Lucy po czym rozłączyła się .
Była niedaleko budki z lodami więc postanowiła kupić dla siebie i dla Maxa. Sobie wzięła truskawkowe, bo uwielbiała truskawki a dla Maxa czekoladowe. Czekoladowe jak jego oczy.


_______________________________
 brak weny -.- chyba zawieszę. ;/
nie wiem. mówcie co sądzicie. ;))

7 komentarzy:

  1. Nie zawieszaaaj ! ;d
    Dobrze jest <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie waż się zawieszać bo cię znajdę i urwę łeb(dosłownie) XD Piszesz naprawdę dobrze <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zawieszaj, każdy czasem nie ma weny :)
    Blog jest ciekawy i szkoda by było gdybyś przestała go prowadzić!
    Jedyna rzecz, która mi przeszkadza to to, że nadużywasz słowa 'szyderczo', przez co masz dużo powtórzeń.
    Poza tym uważam, że posiadasz talent do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Faajny blog!!
    Zapraszam do mnie !

    OdpowiedzUsuń
  5. oj wena przyjdzie na pewno, poczekaj trochę ;)
    like it.

    OdpowiedzUsuń
  6. megaaa :)
    czekaam na następnee :)

    OdpowiedzUsuń