- Siemanko ! - Lucy cmoknęła w policzek kumpla .
- No witam witam - chłopak uśmiechnął się do niej .
- Gdzie idziemy ?
- Może do parku.
- Ok. Czemu miałeś ochotę na spacer , tak późno w nocy ?- spytała Lucy .
- Mam problem.
- No mów. Po to jestem - rzekła dziewczyna i usiedli na pobliskiej ławce.
Na początku, Scott nie wiele chciał mówić ale potem powiedział. Powiedział tą złą wiadomość.
- Pamiętasz Jane? Tą ciemną brunetkę , z którą byłem rok temu?
- Chwila.. Coś kojarzę .. A wiem . To ta która Cie zostawiła dla jakiegoś szmatławca z kasą w kieszeni?? Miałam z nią sobie porozmawiać, ale zaraz wyjechała z nim gdzieś. - powiedziała zdenerwowana dziewczyna wyjmując z kieszeni paczkę papierosów. -Chcesz ? -spytała. - Nie, nie mam ochoty.- odrzekł Scott. - A ja mam. Wkurwiła mnie ta mała szmata. - Albo daj. Mnie też ... - Lucy podała mu paczkę papierosów i wypuszczając dym z ust rzekła:
- No i co z nią ? Facet ją zostawił bez kasy i chce do Ciebie wrócić ??! Oo nie Scott.. Nie pozwolę żeby Cie znowu skrzywdziła .! Za dużo przez nią przeszedłeś. - powiedziała Lucy .
- Nie skrzywdzi .. Na pewno .. - powiedział smutno Scott.
- Więc o co chodzi ? Powiesz mi w końcu ? - spytała lekko poddenerwowana dziewczyna.
- Cholera, Lucy ! Ona nie żyje ! Rozumiesz to ??! Dziewczyna którą kochałem jak z nią byłem, i kochałem jak ze mną zerwała nie żyje! Podcięła sobie żyły jak zobaczyła że ten zasrany gnój zdradza ją z inną ... Jak go znajdę to go zabije! Gołymi rękami ! Jak mógł ją tak skrzywdzić .. Nie zasługiwała na to .. - Scott całkiem się rozkleił i zaczął płakać. Lucy nie wiedziała co powiedzieć .. Zamurowała ją kompletnie.
W końcu wydusiła z siebie i zaczęła przytulać przyjaciela : - Wiesz .. Ona też nie zasługiwała na Ciebie .
Skrzywdziła Cie. Ja nie pozwalam jak ktoś krzywdzi przyjaciół. Wiem, że pogodziłeś się z tym że Cie zostawiła dla tego dupka. Wiem, że za nią tęskniłeś i tęsknisz.. Wiem że ją kochasz ..
- Skąd to wiesz ? Nikomu tego nie mówiłem.. Z nikim o tym nie rozmawiałem ..
- Człowieku, znam Cie jak mało kto. Nikt nie zna Cie tak ja ... Nawet Ben, Bella czy Rose .. Oni tego nie widzą.. Sam dobrze wiesz, że oni przeżyli swoją pierwszą nieszczęśliwą miłość. I nie widzą pewnych rzeczy. Ja nie przeżyłam, też dobrze o tym wiesz bo byś się na 100% o tym dowiedział .. Człowiek który już był zakochany, nie widzi pewnych rzeczy.
- Boże Lucy .. Jak ja za nią cholernie tęsknie. Była cząstką mnie .. Gdybym wiedział że ją tak potraktuje ..
Nie pozwolił bym na to .. I gdybym wiedział że ona to zrobi ..
- Scott nie możesz siebie obwiniać ! Ona nie była już dzieckiem jak zaczęła się z nim spotykać. Była głupia,
że Cie dla niego zostawiła. Wytrzymałeś to, że Cie dla niego zostawiła , wytrzymasz i to, że się za niego zabiła. Mordko ty moja.. Spójrz na mnie .
Scott nie patrzył.
- Scott .. Spójrz mi prosto w oczy.
Scott podniósł głowę do góry i patrzyli sobie prosto w oczy. Lucy czuła oddech przyjaciela na swojej twarzy i rzekła:
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Ona, nie zdawała sobie sprawy z tego, że ma gdzie wrócić, że ktoś będzie na nią czekał. Tym kimś, byłbyś Ty.. Z pewnością najpierw bym sobie z nią porozmawiała ale to już inna bajka ..
Ty masz przyjaciół. Ty masz z kim rozmawiać. Ty masz z kim wypić piwo i spalić szluga. Ty masz kogoś, kto Cie nie opuści. Ona tego nie miała .. Ona cieszyła się chwilowym szczęściem i naiwnością, którą posiadała. Nie masz prawa się obwiniać za jej śmierć. Jej wybór. Takie jest życie ..
- Dzięki Lucy. Ty zawsze umiesz pocieszyć człowieka. - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy Scott.
- Ejj zbieramy się bo już w pół do 1 dochodzi, a jutro szkoła - wstawając powiedziała Lucy.
Gdy w ciszy wracali do domu, Scott przypomniał sobie, że zajął Lucy swoimi problemami, a nawet nie zapytał o ojca. Źle się z tym czuł więc postanowił to naprawić i zagadał: - A jak tam z ojcem ? Nadal to samo?
- Dalej, ale się dziś zdziwiłam , znaczy wczoraj heh , jak powiedział że dzisiaj porozmawiamy.. To jest coś
podejrzane .- odrzekła dziewczyna.
- Przepraszam że wcześniej nie zapytałem. Byłem zbyt wstrząśnięty tą sprawą...
- Nie przepraszaj. Rozumiem co to znaczy stracić bliską ci osobę- powiedziała Lucy myśląc o mamie.
Speszony Scott powiedział: - Odprowadzę Cię pod sam dom. Nie chce żeby stała Ci się jakaś krzywda.
- Okej.
W ciszy doszli do domu Lucy. Dziewczyna dużo myślała o śmierci Jane. Pożegnali się i poszła do domu. Zdziwiona w salonie ujrzała ojca.
- Gdzie byłaś? - spytał ojciec.
- Ze Scottem.
- Czemu szlajasz się po nocy z chłopakami? Wiesz która jest godzina ? Dzwoniłem, martwiłem się.
Lucy wyjęła z kieszeni rozładowany telefon. Nawet nie zauważyła, że jest wyłączony. Musiał paść w drodze powrotnej.
- Przepraszam, telefon mi padł.
- Od tego są ładowarki. A teraz pod prysznic i spać. Jutro szkoła. Też się kładę, głowa mnie boli.
- Wiadomo od czego... - dodała wychodząc z salonu dziewczyna.
- Lucy nie zaczynaj..
- Co mam nie zaczynać ?? Powiedz mi do jasnej cholery po co pijesz ?? Tak Ci lepiej ?! Po śmierci mamy zobacz jak się zmieniłeś.! Ranisz mnie .. Ale co Cie to obchodzi.. Ciebie tylko obchodzi wódka .. Oj szkoda czasu. - Lucy wykrzyczała ojcu prosto w twarz całą prawdę. Z łzami w oczach odchodziła do siebie ale ojciec złapał ją za ramię .
- Siadaj , już. - powiedział ostro.
Lucy się lekko przestraszyła, ale usiadła na kanapie.
- Wiem, że nie czas na takie rozmowy ale musimy w końcu porozmawiać. Jak dorosły z dorosłą zrozumiano?-powiedział tata trochę cieplej.
Dziewczyna lekko przestraszana kiwnęła głową.
- Więc .. Masz rację .. Po śmierci mamy wszystko się zmieniło. Zacząłem pić .. ale chce to zmienić. I mam do Ciebie prośbę .. Kocham cie i pomóż mi w tym . -powiedział błagalnie ojciec.
Lucy zamurowało. Kompletnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz