- Słucham ? - powiedziała. To Scott.
- Gdzie Ty jesteś ??! Jestem u Ciebie pod domem a Ciebie nie ma. - krzyczał do telefonu.
- No zakupy robię. Jestem cała obładowana siatkami a Ty się na mnie wydzierasz. Może byś pomógł z łaski swojej..- powiedziała ze śmiechem Lucy.
- Stój, zaraz będę.
Lucy była zadowolona, że ma takiego przyjaciela. Nie czekając nawet 5 minut Scott był już z nią i razem nieśli zakupy do domu.
- Ejj czemu Cie dzisiaj nie było w szkole ? - zapytał.
- Takie tam.. Nie ważne - rzuciła szybko.
- Mów mi tu raz. - powiedział zdecydowanie.
- Dojdziemy do domu to Ci wszystko opowiem.
- Ok.
Gdy zaszli do domu, wypakowali wszystkie zakupy.
- Jesteś głodny ? - dziewczyna chciała aby Scott zapomniał o zaistniałej sytuacji.
- Lucy wiem, że chcesz zmienić temat. Mów czemu Cie nie było w szkole i czemu musiałem oszukać Bena i dziewczyny. - powiedział .
- Oj jakieś szczyle pyskowali w autobusie, i później jak wysiadłam to mnie złapali, przycisnęli do ściany.. No.. No wiesz no .. Chcieli mnie obmacywać i wgl.. No i taki chłopak to zobaczył , wyjebał jednemu lampe co się do mnie dobierał i uciekli.. Podziękowałam mu i poszliśmy na kawę bo się trochę wstrząsnęłam i nie chciałam iść od szkoły. Nie chciałam was martwić bo wiedziałam że uciekniecie z lekcji i dogonicie tych przychlastów..
- Dobrze myślałaś... Jak by Ci się coś stało .. Nie wybaczył bym sobie tego.. Jane ma jutro pogrzeb. Pojedziesz ze mną ? - zapytał smutny.
- Jasne.- powiedziała Lucy i przytuliła przyjaciela.
- A co to za chłopak?- powiedział już weselej i z szyderczym uśmiechem.
- Oj tam oj tam - powiedziała zaczerwieniona Lucy. -Chyba mi się podoba- pomyślała.
- Wiesz co.. Coś bym dziś wykminił. - zmienił temat Scott.
- Co masz na myśli ?
- No może byśmy gdzieś wyszli albo coś ..
- Hmm.. Jutro szkoła więc do żadnego klubu nie bardzo. U mnie możemy jakiś film wypożyczyć czy coś. I tak fajnie będzie.
- Ok. Trzeba będzie będzie podzwonić do reszty.
- Spoko. Ej ..
- No co tam ?
- Jest 14 .. A my kończymy lekcje o 15. Scott.. - Lucy od razu wiedziała, że Scott uciekł z lekcji.
- No przecież wiesz, że baba od chemii za mną nie przepada.- powiedział zakłopotany chłopak.
- Wariat. Mam zadanie dla Ciebie - powiedziała wesoło Lucy idąc do kuchni.
- No słucham. - chłopak poszedł za nią.
- Pokrój ogórki i pomidory. - dziewczyna podała kumplowi deskę, warzywa i nóż.
- Witam młodzieży - powiedział wesoło ojciec, który właśnie wrócił do domu.
- Dzień dobry panie Anderson. - przywitał się Scott.
- Tato, gdzie Ty byłeś? - spytała Lucy.
- W kancelarii. Złożyłem podanie - powiedział z uśmiechem ojciec.
- To wspaniale! - Lucy rzuciła się ojcu na szyję i ucałowała w policzek jak mała dziewczynka.
- Zaczynamy wszystko od nowa, córcia. - powiedział z dumą tata.
- A zaczniemy od robienia obiadu bo widzę że jakoś wam to powoli idzie. Scott mam nadzieję że zostaniesz na obiad. - dodał zrzucając płaszcz.
- Zostanie, zostanie. Nie ma innej opcji - rzuciła Lucy wesoło, zabierając się do robienia obiadu.
I tak o 15.30 we troje zjedli obiad. Scott musiał wracać do domu ale na 19 miał być u Lucy, wraz z resztą paczki. Dziewczyna miała jeszcze sporo czasu dla siebie więc skoczyła jeszcze do sklepu po zapasy Frugo, Coli i żelków. Wracając myślała o zaszłym incydencie i o Maxie. Wklepała do telefonu jego numer i chciała napisać do niego SMS. W końcu się odważyła i napisała : " Hej, jeszcze raz dzięki za pomoc ;) " .
Przechodziła przez park i pomyślała że zdąży zapalić jeszcze papierosa. Gdy chciała pójść na swoją ulubioną ławkę, zastała ją miła niespodzianka.
______________________________________
znowu przepraszam, że tak późno ale
jutro nowy rozdział ;)
zapraszam do komentowania :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz