- Lucy powiedz coś .. Proszę .. - powiedział błagalnym głosem ojciec.
- Wiesz .. wiesz ile na to czekałam ? - rzucając się ojcu na szyję powiedziała Lucy .
- Udusisz mnie. - rzucił wesoło tata, ale Lucy dalej ściskała mocno tatę.
- Jutro jeszcze porozmawiamy. Śmigaj na góre- dodał .
- Dobranoc.- Lucy szybko śmigła na góre.
Była taka szczęśliwa, ale myśl o tragedii Scotta ją przerażała. Była trochę zła na Scotta, że obwinia się
za śmierć Jane. No .. ale jakoś będzie- myślała. Było już grubo po 1, więc szybko wzięła prysznic
i poszła spać.
***
Obudził ją budzik w telefonie. Była 6 rano. Strasznie się nie wyspała, ale chciała zobaczyć się z przyjaciółmi.
Ciekawiła ją jeszcze rozmowa z ojcem. Pragnęła by mówił prawdę i się zmienił.
- Wstawaj robię śniadanie- tata wszedł do jej pokoju z uśmiechem.
Nigdy nie wstawał tak rano.. - pomyślała Lucy .
- Dobrze za 20 min będę gotowa.
Poszła do garderoby, naszykowała ciemne rurki i biały top. Miała robić warkocza, ale miała już mało czasu bo autobus był za 20 min a musiała zjeść śniadanie i pójść na autobus, więc rozpuściła włosy i założyła czapkę.
Zeszła na dół wyszykowana i ubrana tam zastała wielkie śniadanie.
- O jej .. Postarałeś się widać - powiedziała Lucy.
- Tak miało być. Musimy jeszcze porozmawiać- stwierdził ojciec.
Dziewczyna spojrzała na zegarek.
- Przepraszam tato, ale jak za 5 min nie wyjdę to się spóźnię na autobus.. - powiedziała dojadając kanapkę.
- Mogę Cię odwieźć jak chcesz ?- spytał ojciec.
- Wstawaj robię śniadanie- tata wszedł do jej pokoju z uśmiechem.
Nigdy nie wstawał tak rano.. - pomyślała Lucy .
- Dobrze za 20 min będę gotowa.
Poszła do garderoby, naszykowała ciemne rurki i biały top. Miała robić warkocza, ale miała już mało czasu bo autobus był za 20 min a musiała zjeść śniadanie i pójść na autobus, więc rozpuściła włosy i założyła czapkę.
Zeszła na dół wyszykowana i ubrana tam zastała wielkie śniadanie.
- O jej .. Postarałeś się widać - powiedziała Lucy.
- Tak miało być. Musimy jeszcze porozmawiać- stwierdził ojciec.
Dziewczyna spojrzała na zegarek.
- Przepraszam tato, ale jak za 5 min nie wyjdę to się spóźnię na autobus.. - powiedziała dojadając kanapkę.
- Mogę Cię odwieźć jak chcesz ?- spytał ojciec.
- Nie dzięki, nie fatyguj się. Pyszne śniadanie, dziękuje. Po szkole zrobię zakupy i zrobię obiad.
- Dobrze, miłego dnia pa .- dodał tata gdy Lucy wychodziła z domu.
Założyła torbę na ramię, słuchawki do uszu i wybiegła z domu. Szła szybkim krokiem i napisał sms do Rose:
" Hejka, ja już lece. Do zobaczenia ;)"
Po chwili dotarła na przystanek i dostała sms od Rose : " No spoczko, ja już jestem. Czekamy :)) :* "
Weszła do autobusu, który właśnie przyjechał, podała pieniądze i siedziała już w autobusie.
W pewnej chwili ktoś zaczął walić z tyłu w jej siedzenie. Na początku myślała, że jej się wydaje bo miała na uszach słuchawki ale walnięcia się powtarzały. Zdjęła słuchawki, odwróciła się i ujrzała trzyosobową grupkę chłopaków.
Byli mniej więcej w jej wieku. Ale po ich twarzach od razu zauważyła że to nie najlepsze towarzystwo.
- Hej maleńka- powiedział jeden z nich.
Popatrzyła na niego z wykrzywioną miną.
- Wiesz.. Jeśli matka Cie nie nauczyła, że jak chcesz zagadać do dziewczyny to nie kopie jej sie w dupę i nie mówi się maleńka. Chyba, że zarywasz do jakiegoś kompletnego pustka to spoko. Żegnam panów.- powiedziała Lucy. Wstała i poszła na inne siedzenie. Ale oni nie dawali za wygraną i poszli za nią.
- No nie bądź taka.. Ejj słodka pójdziemy na kawę ?
- Spieprzaj.
- Oo .. ostra.. A w ten słodki ryj byś nie chciała dostać ?- powiedział jeden z nich, nachylając się nad nią.
Lucy w środku się przestraszyła ale nie pokazała tego.
- Pff.. Damski bokser się znalazł ? Oo.. coś nowego. - rzuciła.
Ten chłopak ma coś nasrane w bani- pomyślała.
- Ty lepiej nie bądź taka odważna bo pożałujesz- powiedział ostro.
Przyglądał się temu jeden chłopak. Lucy go nie zauważyła. Ale On cały czas patrzył co się tam dzieje.
Dziewczyna w końcu doczekała się swojego przystanka. Do szkoły miała jeszcze mały kawałek. Wysiadła.
Oni za nią. Ten chłopak również ale szedł dalej od nich, żeby go nie zauważyli.
- No.. I co słodziutka teraz powiesz ??! - przycisnął ją do ściany budynku.
Lucy teraz naprawdę się przestraszyła.
- Zostaw mnie ! - krzyczała.
Ale oni drwili z niej. Śmiali się i wyzywali od szmat. Jeden zaczął macać jej piersi i schodził coraz niżej.
Lucy chciała się wyrwać ale był za silny. Tamten chłopak jak to zobaczył dostał szału. Od razu podbiegł do niej, wyrwał nią i kazał uciekać. Zawalił z całej siły temu chłopakowi co ją obmacywał, a tamci uciekli.
Lucy nie wiedziała co zrobić. Odsunęła się kilka metrów i z płaczem osunęła się przy ścianie jakiegoś sklepu.
Na lekcje była już spóźniona 15min. Ten chłopak szybko podbiegł do niej.
- Nic Ci nie jest? - spytał zatroskany.
- Chyba już wszystko w porządku .. - powiedziała podnosząc głowę.
Wtedy ujrzała nieziemsko przystojnego bruneta. Miał takie czekoladowe oczy.
- Dziękuje.. Gdyby nie Ty... - wtedy znowu wybuchła płaczem.
- Nie ma za co. Każdy by postąpił tak samo na moim miejscu.- powiedział chłopak.
- Jeszcze raz Ci dziękuje ale muszę już iść napić się porządnej kawy. - powiedziała dziewczyna podnosząc się i ocierając łzy.
- No ok.. A może razem byśmy poszli? - spytał nieśmiało.
- Chętnie. Tu niedaleko jest mała kawiarnia. - odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
- A tak w ogóle jak się nazywasz ?- zapytał chłopak.
- Lucy. A Ty? - odrzekła.
- Max. Miło mi - wyciągnął do Lucy rękę. Ona odwzajemniła uścisk z uśmiechem.
Szli w ciszy aż dotarli do kawiarenki. Weszli i złożyli zamówienia. Ona zamówiła kawę a On gorącą czekoladę.
- Może jestem wścibski, ale czy Ty nie powinnaś być w szkole ? - zapytał Max z szyderczym ale ciepłym uśmieszkiem..
- O kurwa .. - powiedziała i od razu zaczęła wyjmować telefon z kieszeni.
On się tylko uśmiechnął. 5 wiadomości : 2-Scott, i po jednej od Rose, Belli i Bena.
4 nieodebrane połączenia- Scott.
- Przepraszam muszę zadzwonić .. - powiedziała wychodząc do łazienki.
Zadzwoniła do Scotta i powiedziała mu że ma się nie martwić i reszta też i później mu wszystko opowie a teraz niech wciśnie kita innym że ją brzuch rozbolał i wróciła do domu. Nie lubiła ich oszukiwać ale musiała...
Wróciła do stolika a tam czekał na nią ten nieziemski brunet.
- Chłopak się martwi - powiedział z szyderczym uśmiechem.
- Nie mam chłopaka- powiedziała również z szyderczym uśmiechem.
- A twoja laska nie będzie zazdrosna że z inną przesiadujesz? - dorzuciła.
- Nie mam dziewczyny. - odpowiedział z wyszczerzem na buzi.
- Mhm..Wiesz ja się chyba będę zbierać.
- No ja też. Właśnie siostra wzywa.
- To cześć i jeszcze raz dziękuje.- wzięła torbę i chciała wychodzić a On ją jeszcze zdążył złapać ją za ręke i wręczyć jej mały liścik. Z uśmiechem opuścił kawiarenkę i udał się w swoją stronę.
Ona również smutna nie wyszła i zobaczyła napis na karteczce: " Nie będę mówił do Ciebie 'maleńka' ale jak chcesz to zadzwoń lub napisz" A pod spodem był napisany numer telefonu.
Szła w stronę domu, bo nie chciała już jechać tym autobusem i czuła lekkie mrowienie w brzuchu.
Myślała o Maxie.
- Dobrze, miłego dnia pa .- dodał tata gdy Lucy wychodziła z domu.
Założyła torbę na ramię, słuchawki do uszu i wybiegła z domu. Szła szybkim krokiem i napisał sms do Rose:
" Hejka, ja już lece. Do zobaczenia ;)"
Po chwili dotarła na przystanek i dostała sms od Rose : " No spoczko, ja już jestem. Czekamy :)) :* "
Weszła do autobusu, który właśnie przyjechał, podała pieniądze i siedziała już w autobusie.
W pewnej chwili ktoś zaczął walić z tyłu w jej siedzenie. Na początku myślała, że jej się wydaje bo miała na uszach słuchawki ale walnięcia się powtarzały. Zdjęła słuchawki, odwróciła się i ujrzała trzyosobową grupkę chłopaków.
Byli mniej więcej w jej wieku. Ale po ich twarzach od razu zauważyła że to nie najlepsze towarzystwo.
- Hej maleńka- powiedział jeden z nich.
Popatrzyła na niego z wykrzywioną miną.
- Wiesz.. Jeśli matka Cie nie nauczyła, że jak chcesz zagadać do dziewczyny to nie kopie jej sie w dupę i nie mówi się maleńka. Chyba, że zarywasz do jakiegoś kompletnego pustka to spoko. Żegnam panów.- powiedziała Lucy. Wstała i poszła na inne siedzenie. Ale oni nie dawali za wygraną i poszli za nią.
- No nie bądź taka.. Ejj słodka pójdziemy na kawę ?
- Spieprzaj.
- Oo .. ostra.. A w ten słodki ryj byś nie chciała dostać ?- powiedział jeden z nich, nachylając się nad nią.
Lucy w środku się przestraszyła ale nie pokazała tego.
- Pff.. Damski bokser się znalazł ? Oo.. coś nowego. - rzuciła.
Ten chłopak ma coś nasrane w bani- pomyślała.
- Ty lepiej nie bądź taka odważna bo pożałujesz- powiedział ostro.
Przyglądał się temu jeden chłopak. Lucy go nie zauważyła. Ale On cały czas patrzył co się tam dzieje.
Dziewczyna w końcu doczekała się swojego przystanka. Do szkoły miała jeszcze mały kawałek. Wysiadła.
Oni za nią. Ten chłopak również ale szedł dalej od nich, żeby go nie zauważyli.
- No.. I co słodziutka teraz powiesz ??! - przycisnął ją do ściany budynku.
Lucy teraz naprawdę się przestraszyła.
- Zostaw mnie ! - krzyczała.
Ale oni drwili z niej. Śmiali się i wyzywali od szmat. Jeden zaczął macać jej piersi i schodził coraz niżej.
Lucy chciała się wyrwać ale był za silny. Tamten chłopak jak to zobaczył dostał szału. Od razu podbiegł do niej, wyrwał nią i kazał uciekać. Zawalił z całej siły temu chłopakowi co ją obmacywał, a tamci uciekli.
Lucy nie wiedziała co zrobić. Odsunęła się kilka metrów i z płaczem osunęła się przy ścianie jakiegoś sklepu.
Na lekcje była już spóźniona 15min. Ten chłopak szybko podbiegł do niej.
- Nic Ci nie jest? - spytał zatroskany.
- Chyba już wszystko w porządku .. - powiedziała podnosząc głowę.
Wtedy ujrzała nieziemsko przystojnego bruneta. Miał takie czekoladowe oczy.
- Dziękuje.. Gdyby nie Ty... - wtedy znowu wybuchła płaczem.
- Nie ma za co. Każdy by postąpił tak samo na moim miejscu.- powiedział chłopak.
- Jeszcze raz Ci dziękuje ale muszę już iść napić się porządnej kawy. - powiedziała dziewczyna podnosząc się i ocierając łzy.
- No ok.. A może razem byśmy poszli? - spytał nieśmiało.
- Chętnie. Tu niedaleko jest mała kawiarnia. - odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
- A tak w ogóle jak się nazywasz ?- zapytał chłopak.
- Lucy. A Ty? - odrzekła.
- Max. Miło mi - wyciągnął do Lucy rękę. Ona odwzajemniła uścisk z uśmiechem.
Szli w ciszy aż dotarli do kawiarenki. Weszli i złożyli zamówienia. Ona zamówiła kawę a On gorącą czekoladę.
- Może jestem wścibski, ale czy Ty nie powinnaś być w szkole ? - zapytał Max z szyderczym ale ciepłym uśmieszkiem..
- O kurwa .. - powiedziała i od razu zaczęła wyjmować telefon z kieszeni.
On się tylko uśmiechnął. 5 wiadomości : 2-Scott, i po jednej od Rose, Belli i Bena.
4 nieodebrane połączenia- Scott.
- Przepraszam muszę zadzwonić .. - powiedziała wychodząc do łazienki.
Zadzwoniła do Scotta i powiedziała mu że ma się nie martwić i reszta też i później mu wszystko opowie a teraz niech wciśnie kita innym że ją brzuch rozbolał i wróciła do domu. Nie lubiła ich oszukiwać ale musiała...
Wróciła do stolika a tam czekał na nią ten nieziemski brunet.
- Chłopak się martwi - powiedział z szyderczym uśmiechem.
- Nie mam chłopaka- powiedziała również z szyderczym uśmiechem.
- A twoja laska nie będzie zazdrosna że z inną przesiadujesz? - dorzuciła.
- Nie mam dziewczyny. - odpowiedział z wyszczerzem na buzi.
- Mhm..Wiesz ja się chyba będę zbierać.
- No ja też. Właśnie siostra wzywa.
- To cześć i jeszcze raz dziękuje.- wzięła torbę i chciała wychodzić a On ją jeszcze zdążył złapać ją za ręke i wręczyć jej mały liścik. Z uśmiechem opuścił kawiarenkę i udał się w swoją stronę.
Ona również smutna nie wyszła i zobaczyła napis na karteczce: " Nie będę mówił do Ciebie 'maleńka' ale jak chcesz to zadzwoń lub napisz" A pod spodem był napisany numer telefonu.
Szła w stronę domu, bo nie chciała już jechać tym autobusem i czuła lekkie mrowienie w brzuchu.
Myślała o Maxie.
______________________________
przepraszam że tak późno ale to z problemów osobistych.
takie trochę denne ale coś jest. następny rozdział się pisze ;* ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz