piątek, 2 grudnia 2011

Rozdział 1

Lucy Anderson .
James Anderson.- ojciec Lucy.
Alice Anderson.- zmarła matka Lucy.
Rosalie Ivans. - <dla przyjaciół Rose> przyjaciółka Lucy, Isabell, Scotta i Bena.
Josh Ivans. - starszy brat Rosalie.
Isabell Cook. - <dla przyjaciół Bella> przyjaciółka Lucy, Rosalie, Scotta i Bena.
Scott Ridney. - przyjaciel Lucy, Isabell, Rosalie i Bena.
Ben Peyk. - przyjaciel Lucy, Isabell i Rosalie.






Dochodziła 21. - Czemu mi to robisz ??- krzyczała na ojca, jak znowu przyszedł do domu pijany.
- No pytam. Do jasnej cholery, czemu mi to robisz ?!- dziewczyna krzyczała dalej, a On dalej nic się nie odzywał.
- Lucy .. uspokój się wreszcie. - w końcu przemówił. - Jak mam się uspokoić ?? Ty codziennie przychodzisz upity..
Ja mam już dość .. Zrozumiesz to w końcu ? - ostatkiem sił wypowiedziała. On wychodząc z salonu dorzucił:
- Jutro porozmawiamy.
Szesnastolatka nie wiedziała co już robić. Było tak już pół roku - pół roku odkąd umarła mama. Póki mama żyła, wszystko było w porządku. Byli rodziną bogatą, bo mama prowadziła swoją własną firme i były z niej duże korzyści. Ojciec był adwokatem, ale jak umarła mama przestał zajmować się pracą.I tak jak ojciec nie pracował pieniędzy wystarczało im na wszystko. Lucy była dobrą uczennicą.Miała czworo najlepszych przyjaciół - Rose, Isabel, Scotta i Bena. Z nimi przeżyła najlepsze chwile swojego życia.Chodzili razem do klasy. Rose była największym kujonem w klasie ale każdy ją lubił. Jej rodzice uczestniczyli w katastrofie lotniczej i tak zginęli. Miała wtedy 10 lat. Ciężko to przeżyła ale wspierał ją starszy brat, który miał wtedy
21 lat i po śmierci rodziców przejął funkcje opiekuna prawnego Rose.Bella wyróżniała się w klasie.
Zawsze miała wielkiego banana na buzi i każdy cenił ją za odwagę i szczerość.Scott i Ben byli w porządku w odróżnieniu od innych chłopaków, takich jak Mike czy Drake... Oni byli inni i dlatego przyjaźnili się z dziewczynami.
    Lucy siedziała samotnie z zimną już herbatą w ręku, zawinięta w koc przed kominkiem i rozmyślała,
jak by to było jakby mama jeszcze żyła. Gdyby ten facet nie był pijany i nie wjechał w nią... Już nie płakała...
Nie miała łez. W końcu ocknęła się ze swoich rozmyśleń i poszła na górę do swojego pokoju. Włączyła laptopa, sprawdziła  GG- nikt nie dostępny...Facebook- nic ... poczta- "1 nowa wiadomość" od "Scott Ridney" 'Do jasnej cholery odbierz ten telefon ! Martwię się może coo ... ?!' Lucy przypomniała sobie że zostawiła w salonie wyciszony telefon. Zbiegła szybko tylko  po cichu, żeby nie obudzić ojca. Znalazła swojego czerwonego BlackBerry, który leżał na stoliku obok kubka z herbatą. "11 nieodebranych połączeń"
- O w dupsko.. - pomyślała Lucy. Dziesięć było od Scotta, a jedno  nieznany numer. Nie miała czasu aby myśleć czyj to numer od razu dzwoniła do Scotta. Choć dochodziła północ, nie przeszkadzało jej to. Wiedziała, że nie będzie się złościł, nawet jeśli śpi.
- Scott? Przepraszam, że nie odbierałam ale miałam wyciszony, i całkiem zapomniałam o telefonie.-
rzekła Lucy.
- Tym razem ci wybaczę ale wiesz .. Coś na przeprosiny musi być... - odrzekł Scott lekko szyderczo i ze śmiechem.
- Wariat. Co robisz ?- zaśmiała się Lucy.
- Wiesz .. Chciałem usnąć ale nie mogłem, martwiłem się o Ciebie .. Masz ochotę na spacer?- spytał Scott już
normalnym głosem.
- O tej porze ? Całkiem powariowałeś.. Ale szczerze mówiąc to ok .
- Za 5 min u Ciebie będę.
- Ok , tylko dzwoń do mnie na telefon bo tata śpi. - dorzuciła dziewczyna,
- Ok.
Poszła szybko do łazienki, uczesała niezdarnego kucyka, zarzuciła bluzę i na głowę nowego full capa. Wskoczyła
w trampki i czekała na telefon od Scotta.
- Możesz wychodzić. Jestem . - zadzwonił Scott a Lucy powyłączała światła i ruszyła na spotkanie z kumplem.




/ zaczęłam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz