- Lucy, czy Ty się dobrze czujesz ? - spytała wnerwiona nauczycielka.
- Nie.. Znaczy tak ... O co pani pytała? - odpowiedziała zdezorientowana dziewczyna.
- Siadaj. Na jutro masz się nauczyć z ostatnich dwóch lekcji bo inaczej jedyneczka zawita w dzienniku.
Lucy z obojętnością usiadła przed ławką. Chyba usnęła, ale obudziła ją wibracja w telefonie. To Max. Na samą myśl o nim jej się poprawiało. Rozłączyła się, bo wiedziała, że pani Grey nie lubi gdy dzwoni komuś telefon.
- Proszę pani, mogę do toalety? Chyba mi coś zaszkodziło.- Lucy oszukiwanie świetnie wychodziło choć tego nie lubiła. Musiała oddzwonić do Maxa.
- Idź dziecko, idź. - powiedziała zatroskana nauczycielka.
Dziewczyna szybko udała się do łazienki i zadzwoniła od Maxa. - Hej. Dzwoniłeś. Coś się stało?- zapytała.
- No hej. Spać mi się strasznie chce i nie mogę już wysiedzieć w tej szkole. Urwiesz się na kawę? - powiedział równie zaspanym głosem jak Lucy.
- Tam gdzie wtedy za 15 min. - odpowiedziała po czym rozłączyła się. Poczuła trochę lepiej, wiedząc o tym, że Max czuje się tak samo jak ona i że zaprosił ją na kawę. Wróciła do klasy i powiedziała że idzie do domu, bo bardzo źle się czuje i na jutro przyniesie zwolnienie od ojca. Nauczycielka pozwoliła jej iść do domu ale czuła, że to nie o ból brzucha chodzi. Wyszła ze szkoły i zapaliła papierosa. Spojrzała na telefon, widniała pięć po 10. miała jeszcze 6 minut. Przy kawiarni, zgasiła papierosa i weszła do środka. Zamówiła małą czarną a Maxa dalej nie było widać. Czekała 15 minut, zapłaciła za kawę i postanowiła się zbierać gdy w drzwiach stanął On z bukietem czerwonych róż.
- Spóźnienie 15 minut, więc 14 róż dla Ciebie. - Lucy była na niego zła, ale prezent jej sprawił piękny więc nie miała chęci na niego się gniewać.
- A co z jeszcze z tą piętnastą ? - zapytała nieziemskiego przystojniaka.
- Tą piętnastą chciałem Ci w inny sposób wynagrodzić. - odrzekł słodko. W kawiarni było sporo ludzi, a każdy miał uwagę zwróconą na nich. Max przybliżył się do niej. Ich usta dzieliły minimalne odległości. W końcu Max przybliżył swoje usta do jej warg i zaczął namiętnie całować. Dla Lucy świat się zatrzymał. Zarzuciła prawą rękę na jego szyję a lewą wplotła w jego włosy. On objął ją w pasie i głaskał delikatnie po plecach. Ludzie zaczęli bić im brawa. Czuli się tacy szczęśliwi, jak małe dzieci w piaskownicy. Trzeba było powrócić do rzeczywistości. Lucy przyjęła piękne kwiaty i zmierzali przed siebie. Nie wiedzieli gdzie idą. Ważne, że szli razem. Chodzili tak półtorej godziny i zgłodnieli. Dochodziła prawie dwunasta, więc nie mogli razem iść do domu Lucy. Max zaproponował, że pójdą do niego, bo siostra jest w szkole a brat w pracy. Więc pojechali autobus do jego domu. Od przystanku musieli iść jeszcze kawałek. Szli szczęśliwi za rękę. Świat wydawał się piękny, dotąd aż nie zadzwonił telefon.
- Witam, czy dodzwoniłem się do pana Maxa Elliota ? - zapytał męski głos.
- Tak, o co chodzi? - zapytał zaniepokojony Max.
- Pański brat jest w szpitalu. Został przywieziony. Prawdopodobnie z powodu bójki. Pan Jacob nic nie chce nam powiedzieć. Proszę aby pan przyjechał.
- Za moment jestem. - rzucił tylko przestraszony Max do telefonu i się rozłączył.
- Max, kochanie, co się stało ? - spytała równie przestraszona Lucy.
- Jedziemy do szpitala. Już. - rzekł zdecydowanie chłopak, złapał dziewczynę za rękę i zaczęli biec na przystanek. Przez całą podróż nic się nie odzywali. Pod koniec drogi po policzku Maxa spłynęła łza. Szybko ją otarł żeby Lucy jej nie zauważyła. Ona nie musiała nic mówić. Uścisnęła mocno jego dłoń. Czuł, że może na nią liczyć. Później wysiedli z autobusu i zaczęli biec do szpitala. Max pierwszy wbiegł na szpitalny korytarz.
- Gdzie jest mój brat ? Jacob Elliot. - powiedział zdyszany chłopak , do recepcjonistki.
- Sala 24. A ta pani kim jest ? Osób obcych nie jestem upoważniona wpuszczać. - odpowiedziała.
- Nie jest obca. To moja kobieta. - powiedział dumnie Max, łapiąc przy tym Lucy za rękę.
- A więc proszę. Lekarz już u niego jest.
Pobiegli szybko do sali, w której przebywał brat chłopaka Lucy.
- Witam, panie doktorze. Nazywam się Max Elliot a to moja dziewczyna Lucy. Co z moim bratem? - zapytał Max.
- Proszę za mną, do mojego gabinetu. - powiedział doktor, kierując się do swojego gabinetu.
- Lucy, zostań na korytarzu. - powiedział chłopak, całując ją delikatnie w policzek.
Dziewczyna usiadła na krześle. Miała tysiące myśli w jednej chwili. Drzwi były otwarte do pokoju Jakoba. Widziała go. Siedział zadumany na szpitalnym łóżku, z rozciętą wargą i głowę miał całą w bandażu.
Zdziwiona Lucy zauważyła, że brat jej chłopaka kiwa do niej żeby przyszła. Wstała nie pewnie, a On dalej machał do niej aby przyszła.
- Siadaj. - powiedział przyjaźnie Jacob, gdy dziewczyna stanęła w drzwiach. Lucy usiadła, ale nie wiedziała co powiedzieć. Chłopak chyba to wyczuł.
- Ty jesteś dziewczyną mojego brata, tak? - zapytał w końcu, po niezręcznej ciszy.
Dziewczyna potwierdziła kiwnięciem głową. Nie mogła nic z siebie wydusić.
- Mogę coś Ci powiedzieć? - powiedział.
- Jasne. - odpowiedziała Lucy. W końcu coś wydusiła.
- Jesteś jeszcze ładniejsza na żywo. Max tyle o Tobie mówi, że się nasłuchać nie mogę. Więc szczerze mówiąc.. Mój brat wyrwał fajną laskę. - powiedział na luzie z uśmiechem. Lucy zatkało. Czuła, że brat Maxa jest całkiem spoko. Wyluzowała się przy nim i już się tak nie martwiła, że coś się mogło mu stać. Wiedziała, że będzie z nim dobrze.
- To co żeś odjebał, że nie chcesz nic mówić lekarzom? - powiedziała Lucy, wygodnie sobie siadając.
- Nie powiesz Maxowi ? Sam mu chce powiedzieć.
- No spoko.
- Moja była dziewczyna.. Była ćpunką. Była uzależniona od tego gówna, więc z nią zerwałem. Prosiłem, aby poszła na leczenie ale ona nie chciała. Dzisiaj rano, zadzwoniła do mnie jej kumpela, że ona leży naćpana w parku, a ona sama nie może po nią pójść bo gdzieś wyjechała. Więc szybko się ubrałem i pobiegłem do tego cholernego parku. Kochałem ją nadal i martwiłem się o nią. Gdy tam przyszedłem wyzywał ją od szmat i dziwek jej 'eks'. Ona leżała zwinięta w kłębek zalana łzami. Chciałem ją zabrać, ale tamten skurwiel zaczął mnie popychać i tak dalej. Wyjebał mi konkretnie i uderzyłem głową o ziemie. Zacząłem go straszyć policją
i uciekł. Zadzwoniłem po karetkę i jestem. Nie wiem co się z nią dzieje .. - powiedział przejęty.
Lucy była zdziwiona, że człowiek, który zna osobę od pięciu minut, może się tak otworzyć.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. A tego skurwiela jeszcze złapiecie. - oznajmiła zdecydowanie Lucy. Wtedy przyszedł Max. - Wstawaj, jedziemy do domu. - powiedział bez entuzjazmu chłopak. Jacob lekko się uśmiechnął do Lucy. Gdy szli do samochodu Jacoba dziewczyna oznajmiła, że jest głodna. Zajechali więc do
McDonalda i zamówili po hamburgerze. - Cholera, jedziemy po Tinę. Za 20 minut wychodzi. - powiedział Max gdy wsiadali do samochodu z hamburgerami.
- Ej chłopaki podwieziecie mnie do domu ? Dochodzi 2, a ja muszę znowu zrobić zakupy. - powiedziała Lucy.
- Nie ma sprawy. - odrzekł Jacob i z piskiem opon ruszył. Po 10 minutach dziewczyna była przy domu. Podziękowała Jacobowi, a z Maxem umówiła się jeszcze wieczorem.
- Zdzwonimy się. - powiedział Max całując ją przed drzwiami, z których wyszedł ojciec Lucy.
- Bez takich czułości, młodzieży. - powiedział z szyderczym uśmiechem ojciec.
- Dzień dobry panu. - powiedział podając rękę panu Anderson Max.
- Dla kogo dobry, dla tego dobry. Dla was wspaniały jak widać. - powiedział ze śmiechem ojciec.
- Tato .. - powiedziała z wyczerpującą miną dziewczyna. Wtedy zatrąbił Jacob i krzyknął : - Młody no ruszaj się.
- Dobra ja lecę. Cześć . - rzucił Max pobiegł w stronę samochodu.
- Dzięki tato, że spłoszyłeś mi chłopaka. - powiedziała Lucy wchodząc do domu.
- Nie ma za co, złotko. - odrzekł z szyderczym uśmiechem tata.
Lucy stwierdziła, że jej tata lubi się szyderczo uśmiechać. Od śmierci mamy - uśmiecha się szczerze.
_______________________________
troszkę dłuższy. tak jakoś.
mówcie co sądzicie. ;*
Zajebistee ! <3
OdpowiedzUsuńZaczęłam czytać wczoraj i nieźle mnie wciągnęło ! ;dd