czwartek, 15 grudnia 2011

Rozdział 5

- O, cześć. Nie wiedziałam, że Cię tu spotkam. - powiedziała zarumieniona Lucy.
- Ja Ciebie też. Daj, pomogę Ci- chłopak wziął od dziewczyny torbę z napojami.
- Usiądź, pogadamy chwilę. - dodał Max.
- Więc co tam u Ciebie? Już wszystko okej? - spytał po niezręcznej ciszy chłopak.
- Tak, już jest ok. Trochę się przestraszyłam ale już wszystko w porządku.
- No.. Nie dziwię się.
- Dziękuje. - powiedziała Lucy z wdzięcznością w głosie i zapaliła papierosa.
- Nie lubię jak dziewczyna pali. Gdyby inna to przy mnie robiła, pewnie wyrzucił bym jej go z ust.
- To czemu tego mi nie zrobisz? - spytała zaciekawiona Lucy.
- No proste. Boje się Ciebie. - powiedział ze śmiechem Max.
- Ha ha.. Że mnie? Ja nie jestem groźna. - powiedziała rozbawiona dziewczyna.
- Jeszcze nigdy nie poznałem takiej dziewczyny, która pyskuje do takich kolesi, jak tamci w autobusie. - powiedział już nieco poważniej.
Zarumieniona Lucy nie wiedziała co powiedzieć. Ciekawił ją Max. Bardzo ją ciekawił. Był taki wspaniały. Nigdy w życiu nie spotkała takiego chłopaka. Siedzieli tam jeszcze jakąś godzinkę i gawędzili o wszystkim. Przy tym się bliżej poznali. Wiedziała, że od przyszłego tygodnia będzie chodził do jej szkoły, bo się nie dawno przeprowadzili  i że ma siostrę którą się opiekuje wraz ze starszym bratem bo jego rodzice nie żyją. Tina- to dwunastoletnia siostra Maxa, a Jacob to jego starszy brat. Jacob utrzymuje swoją siostrę i brata, ale pomagają mu dziadkowie. Ma 23 lata.
W pewnym momencie Lucy zadzwonił telefon. To Ben.
- Przepraszam, odbiorę. - powiedziała Lucy.
- Tak, Ben ? - spytała do telefonu dziewczyna.
- Komedia czy horror? - odpowiedział wesoło Ben.
- A która to już godzina, że wypożyczasz film?
- Jak coś, to wszyscy wypożyczamy. No w pół do 7. Przecież o 19 jesteśmy u Ciebie umówieni. Chyba, że to nieaktualne i Scott tylko żartował. To jak? - spytał przyjaciel dziewczyny.
- Nie no jasne, że aktualne, tylko, że zasiedziałam się w parku, bo robiłam zapasy na dziś. Bierzcie komedie i zaraz wbijajcie. Może się jakąś pizze zamówi. Ale nie .. Gruba jestem. - powiedziała Lucy.
- Pff.. - prychnął Max, przysłuchując się rozmowie. Lucy rzuciła mu znaczące znaczenie aby siedział cicho.
- Jesteś z kimś? - zapytał Ben.
- Nie, zdawało Ci się. Dobra wbijajcie do mnie, ja już lecę. Pa - rzuciła jeszcze.
- No, zaraz będziemy. Zajdziemy po pizze jeszcze. Pa chudzielcu. - dorzucił jeszcze chłopak, po czym rozłączył się.
- Czemu powiedziałaś, że jesteś sama? - zapytał Max.
- Długa historia, innym razem Ci opowiem. Sorki ale muszę uciekać.. Ejj, a może obejrzał byś z nami film. Poznałbyś moich przyjaciół. - powiedziała dziewczyna.
- Chętnie, ale innym razem. Dzisiaj pomagam siostrze z matmy. Moja kolej heh .. No cóż i ja uciekam. To trzymaj się, pa. - Max uścisnął na pożegnanie rękę Lucy. Po chwili cmoknął ją szybko w policzek i pobiegł w swoją stronę. Lucy odmachała mu jeszcze ręką i po raz pierwszy od śmierci mamy  była naprawdę szczęśliwa. Ojciec się powoli zmienia, ma wspaniałych przyjaciół i jeszcze teraz Max.
Wzięła zakupy i udała się do domu na spotkanie z przyjaciółmi.



______________________________
cholerka trochee krótki. następny będzie dłuższy ;**

5 komentarzy: