środa, 9 maja 2012

Rozdział 26

Logi w drodze dowiedział się, że od pewnego czasu wiem, że mój chłopak ćpa. O nic więcej nie pytał. Kazał mi tylko dać swój telefon.
- Ale po co Ci ? - spytałam.
- Daj. Namierzę skąd było to połączenie.  odpowiedział i wyjął z schowka urządzenie przypominające duży kalkulator i za pomocą kabla podłączył go do mojego telefonu. Poklikał poklikał i powiedział :
- 700m od parku, tego niedaleko twojego domu. Tam są ruiny, zniszczenia. Wiesz gdzie to jest?
- Jedź do parku. Przebiegniemy się, bo samochodem tam nie dojedziesz. - odpowiedziałam szybko. Tak cholernie się o niego bałam. Znowu.
Bałam się, że już nigdy nie zobaczę jego uśmiechu, który dawał mi tyle chęci do życia. Że już nigdy nie będzie patrzył na mnie tymi swoimi ślepiami tak, że motyle w moim brzuchu urządzają sobie niezłą imprezę. Że już nigdy nie obejmie mnie swoimi wielkimi, ciepłymi ramionami. Że już nigdy nie poczuję smaku jego ust, bo każdy jego pocałunek jest niezwykły. Że już nigdy nie powie do mnie dwóch słów, lecz które mają taką moc, jak błyskawica. Słowa "Kocham Cię" z jego ust wypowiedziane są szczere i takie.. Magiczne. Postanowiłam, że zrobię wszystko, dam tyle na ile mnie stać. Byleby tylko On z tego wyszedł. By już nigdy nie wziął tego świństwa.
Dojeżdżaliśmy do parku. Gdy zatrzymał się samochód wybiegłam z niego i pędem pobiegłam w stronę ruin. Logan zamknąwszy samochód ruszył szybko w moją stronę. Na miejscu było słychać krzyki i śmiech. Nie wiedziałam co się dzieje. Logi spojrzał na mnie z twardym spojrzeniem. Śmierdziało tam jakby coś zdechło. Było ciemno. O coś się potknęłam.
- Auućć... - pisnęłam.
- Lucy, uważaj. Nic Ci nie jest ? - zapytał chłopak podnosząc mnie.
- Chyba rozcięłam dłoń. Jest tu tyle szkła. Cholera krwawię.. - odpowiedziałam i poczułam krew.
- Chodź znajdziemy Max'a i zbieramy się z tej meliny. Chłopaki już tu jadą. Dostali cynk. - powiedział. Poszliśmy dalej i tam się przeraziłam. W pomieszczeniu leżały butelki i unosił się dym. Dwóch kolesi grało w karty i palili skręty, jeden coś śpiewał i pił. Było widać, że jest najarany. A trzeci siedział w kącie. To Max. Podbiegłam do niego. Kucnęłam obok. Spojrzał na mnie. Miał oczy zalane płaczem, jak ja i czerwone, jak moja krew na rękach. Wstałam patrząc błagalnym  spojrzeniem na Logan'a i poczułam wielki ucisk w głowie. Pozostał szum i nicość....


***


- Lucy.... Lucy... Błagam Cię... - słyszałam jakieś głosy. Jakby przez mgłę.. Białe ściany ? Gdzie ja jestem? Cholera to nie mój pokój. Powoli zaczęłam ogarniać. 
- Córciu.. Ja już tracę nadzieję .. Jesteś ostatnią osobą w moim życiu .. Proszę nie rób mi tego.. Obudź się.. - mówił ktoś do mnie błagalnym tonem.
- Tata? - pisnęłam cieniutko. 
- O Boże ! Obudziła się ! Ej ! - krzyczał mój ojciec. Próbowałam się podnieść lecz kable mi to uniemożliwiły.
- Do cholery powie mi ktoś gdzie ja jestem ? - powiedziałam nieco stanowczym tonem. 
- Lucy, jesteś w szpitalu. W naszym szpitalu. Pamiętasz mnie ? To ja, Jake. Leżysz już tu od dwóch tygodni. Nie mogliśmy Cię wybudzić. Dostałaś silne leki. Miałaś ciężki wypadek. Pamiętasz coś ? - mówił do mnie chłopak. Powoli zaczęłam ogarniać fakty. Byliśmy z Logan'em po Max'a .. Cholera gdzie Logan ? 
- Co z Logan'em ? - spytałam szybko.
- Tydzień leżał w śpiączce ale się obudził. Już jest OK. Pamiętasz co się stało ? - pytał Jake.
- Pamiętam, że byłam obok Max'a, a potem poczułam ból głowy i film się urwał. Co się stało ? - pytałam z płaczem.
- Logan przyjdzie do Ciebie za 10 minut. Teraz chce Cię zobaczyć tata. On o wszystkim wie. - odrzekł  z lekkim uśmiechem, pocałował w czoło i opuścił salę.
- Jak się czujesz ? - zapytał z troską tata.
- Spoko. Jak się o tym wszystkim dowiedziałeś ?
- Zadzwoniła do mnie Nicole. Jest w porządku. Nie mam do Ciebie nic za złe, że mi nie powiedziałaś. Wiem, że nie mogłaś. Tak myślałem, że Alice coś ukrywa..
- Tato, przestań. .. Nie rozdrapuj ran. Co było to było. Nie zmienisz tego. A jak z Max'em? 
- Nie najlepiej.. Jest zszokowany tym co się stało... Oj pan Logan Ci opowie. - powiedział skrępowany. Czyżby coś ukrywał ? 
- Jesteś głodna ? - chciał zmienić temat.
- Nie. Chcę do domu. - odpowiedziałam chłodno. Nie lubię gdy ktoś trzyma mnie w niepewności. 
- Ohh Córciu też bym chciał. Rozmawiałem z lekarzem. Jak wszystko będzie dobrze to za 3 dni wychodzisz. Przyjdzie do Ciebie rano. Lecz do szkoły chodzić nie możesz. Miałaś ciężkie wstrząśnienie mózgu. Jesteś strasznie przemęczona. Psychicznie i fizycznie. Musisz się oszczędzać..
- Rano ? To która godzina ? - przerwałam mu.
- 22:30.
- Ejj.. idźcie spać. Żyję, nic mi nie jest. Nie musicie tu siedzieć.
- Scott przez 2 tygodnie siedzi na korytarzu, bo tu go nie chcą wpuścić. Pan Logan chce koniecznie z Tobą porozmawiać. Dasz radę dziś ?
- Tak. Z nim pogadam, ze Scott'em jutro. Chcę się dowiedzieć jak to się stało.
- Dobrze córciu. Ja się zbieram. Jutro rano Cię odwiedzę. - powiedział i pocałował mnie w czoło. Wszedł Logi.
- Cześć..
- Czekaj. Ja chcę Cię od razu przeprosić. Przeze mnie leżałeś tydzień w szpitalu i naraziłeś się na takie niebezpieczeństwo. - przerwałam mu mówiąc gorączkowo. 
- Ej ej. Uspokój się. Nic mi nie jest. Nikt się tego nie spodziewał. - uspokajał mnie siadając obok łóżka.
- Powiedz mi coś się stało.
- Do jakiego momentu pamiętasz ? 
- Kucnęłam obok Max'a, wstałam, ból głowy i koniec filmu.
- Więc jak wstałaś, od tyłu taki facet uderzył Cię butelką w głowę. Próbowałem Cię złapać ale drugi kopnął mnie w plecy. Później się z nim biłem, dostał wpierdziel, a ten co Ciebie uderzył, uderzył jeszcze raz bo zobaczył, że poruszyłaś ręką. Ten co śpiewał jebnął mi z tyłu czymś twardym w głowę i tak padłam. Potem chyba wpadli chłopaki, zgarnęli tamtych, nas zawieźli tutaj i po sprawie.
- A Max ? - spytałam z łzami w oczach.
- Tylko krzyczał, żeby Cię zostawili a zabili jego. Nie był w stanie nawet Ciebie obronić..
- A teraz gdzie jest ? 
- W specjalnym ośrodku. Ale Lucy.. Ja coś Ci muszę powiedzieć.. Tylko spokojnie. - powiedział ocierając ręce o siebie niespokojnie. Łzy spłynęły po policzkach. Zrobiłam pytającą minę. 
- Bo.. Bo Max chciał później popełnić samobójstwo.  - powiedział szybko i cicho. Rozległ się piszczący dźwięk urządzeń. 

Czyżby serce rozpadło się na cząstki elementarne ? 


to znów ja.
zostawcie po sobie jakiś ślad.
bo mi się wydaje że nikt tego nie czyta :(
a jak nikt tego nie  czyta to nie ma po co pisać.
chyba niedługo opowieść Lucy się skończy.
całusyy ;*

3 komentarze:

  1. nieeeee ! nie rób tego! ja czytam regularnie.
    czytałam, czytam i bd czytać ;D
    bardzo mi się podoba rozdział, jest w nim tyle emocji. a Lucy .. wyzdrowieje prawda ? ;p
    pozdrawiam Gosia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagaaaam Cię jeszcze nie kończ.! Uwielbiam <3 To jest świetne... Tyle emocji. O. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem tu regularnie :)

    OdpowiedzUsuń