sobota, 5 maja 2012

Rozdział 24

Z góry przepraszam wszystkich, za moją długą nieobecność. To przez naukę i wgl, brak czasu. Ale mam rozdziały napisane na karteczkach, więc teraz tylko dodawać. :D
Mam nadzieję, że ktoś jeszcze czeka na dalsze części. 
Jeszcze raz przepraszam i obiecuję poprawę ! ;** <3 




- Jak wam już opowiadałam, to jest Lucy. Będzie w waszym zespole. - powiedziała Nicole, gdy stałyśmy już w  "pokoju wspólnym". W pokoju wspólnym stał wielki stół z laptopami i sterty papierów, przy których siedzieli mężczyźni, zielona sofa i drzwi. Chyba do łazienki.
- Cześć.. - powiedziałam nieśmiało. Zawsze się krępuję, w takich sytuacjach, gdy ktoś mnie komuś przedstawia. Szczególnie facetowi. Niestety teraz nie jednemu... Nicole wyszła zostawiając mnie samą z pięcioma facetami. Super..
- Siemaneczko ! Jestem Troj, znaczy Louis, ten słodki. - powiedział chłopak, podchodząc do mnie. Miał na serio słodki uśmiech !
- Hej, a ja jestem Logan, mówią na mnie Logi, sam nie wiem dlaczego.Chcesz się przejechać, tylko powiedz słowo ! - rzekł do mnie Logi, który stał za Troj'em.
- Witaj Lucy, nazywam się Shawn. Logi i Troj to są dwa największe świry, wiec się nimi nie przejmuj, najlepiej  ich nie słuchaj. Chcesz coś do picia ? - zapytał Shawn. Wydawał się miły.
- Nie, na razie dzięki. - odpowiedziałam ze śmiechem. Co jak co, ale w grupie to ja miałam przystojnych facetów.
- Lucy siadaj koło mnie i opowiedz nam coś o sobie ! - krzyknął Troj robiąc mi miejsce. Uśmiechnęłam się do niego i usiadłam obok Jake'a. Scott siedział cicho udając że szuka czegoś w laptopie.
- No, to opowiadaj coś o sobie. - znów zachęcił Troj.
- Myślałam że wszystko o mnie wiecie.
- Oj tam, tylko tyle ile masz lat, ile masz wzrostu, ile ważysz ..
- Skąd wiesz ile ważę ?! - przerwałam mu.
- No tam pisało. Nie denerwuj się tak, jesteś piórko. I masz niedowagę, wiesz ?
- Żeś wymyślił. Skończ ten temat. Więc no.. Od szesnastu lat Lucy jestem. Kończę niedługo gimnazjum. Mam przyjaciółkę Bellę, bo Rose gdzieś spieprzyła. Mam tylko tatę, mama nie żyje, ale to już wiecie. Jeszcze coś chcecie wiedzieć? - spytałam.
- A chłopaka masz? - zapytał Logi.
- A mam. - odpowiedziałam z bananem na buzi.
- Cholera .. Gdzie On mieszka? - spytał poważnie Troj a po chwili wybuchnął śmiechem.
- Ominie Cię ta informacja. - i po chwili wszyscy zaczęli się śmiać. Oprócz jednej osoby. Scott wstał i wyszedł trzaskając drzwiami.
- A tego co ugryzło ? - zapytał Shawn.
- Idę z nim pogadać. - odrzekłam wstając z krzesła. Na korytarzu wyszedł za mną Jake.
- Chodź, pokażę Ci, gdzie On najczęściej przesiaduje. - powiedział biorąc mnie za rękę. Niby mały gest, a jednak coś znaczy. Pojechaliśmy windą na samą górę. Weszliśmy do małego pomieszczenia.
- Tu przesiaduje Scott ? - spytałam z lekką ironią i zdziwieniem.
- Nie. Wchodź. - wtedy Jake odsłonił drabinę. Weszłam na nią dalej zdziwiona. Otworzyłam później czarną klapę. Wyszłam na zewnątrz. Spostrzegłam, że stoję na dachu. Ze zdziwienia opadła mi kopara. Wszędzie wokół kwitły kwiaty. Żółte, czerwone, fioletowe, niebieskie.. Coś wspaniałego ! Na małej ławce siedział mój przyjaciel. Pomimo tego co się stało nadal oznaczałam go tym "mianem". Grał na gitarze. Tak pięknie.. Nigdy tego przy mnie nie robił !
- Chyba musimy pogadać.. - powiedziałam cicho żeby się nie przestraszył.
- Skąd wiedziałaś, gdzie jestem ? - zapytał zdziwiony przestając grać. W jego oczach widniał smutek.
- Nie ważne. Nigdy nie mówiłeś, że grasz. W dodatku tak pięknie.. - powiedziałam dosiadając się.
- Nie było okazji. - chciał mnie zbyć. No ze mną nie ma tak łatwo.
- Było dużo okazji. Co to miało być przy chłopakach ?- spytałam przechodząc do rzeczy.
- Jesteś na tyle inteligentna, że powinnaś się domyśleć. - odpowiedział z ironicznym uśmiechem, który momentalnie zszedł mu z twarzy.
- Często tu bywasz ?
- Gdy chcę odreagować.
- Mam prośbę. - powiedziałam. Zrobił pytającą minę.
- Zagraj mi coś.
- Po co ?
- No proszę. Zagraj.
- A zaśpiewasz ? - zapytał nie czekając na odpowiedź,  po czym zaczęły płynąć pierwsze nuty "Use Somebody " Kings Of Leon. To była jedna z naszych ulubionych piosenek. Po krótkim wstępie zaczął śpiewać pierwszą zwrotkę. Szczerze mówiąc, to on miał świetny głos. To  było coś cudownego. W refrenie do niego dołączyłam. Nasze głosy tak idealnie do siebie pasowały, że aż się nie mogłam nacieszyć. Scott'owi też widocznie poprawił się humor, bo zaczął się uśmiechać.
Nie chciałam stracić przyjaciela.
Gdy skończył grać odezwał się :
- Przepraszam. Przepraszam, za tamto. Już nigdy więcej tego nie zrobię. - powiedział poważnie.
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Nad uczuciami się nie panuje. - odrzekłam z lekkim uśmiechem.
- Mówisz, że się nie panuje ? Jakbym nie panował, to bym tu nie siedział jak kołek z tą gitarą.
- Może skończmy ten temat. Która godzina ?
- Dochodzi 16. Wracamy ? - spytał.
 Skinęłam głową ruszając do wyjścia.



1 komentarz:

  1. wow! genialne!
    tak ja czytam i czekam na następne! ;*

    OdpowiedzUsuń