- Co się stało ?! - krzyknęła wychodząc na schody.
- Lucy, proszę Cię, zejdź szybko na dół ! - krzyknął również jej tata.
- Coś z Maxem ?! - zapytała głośno przestraszona dziewczyna.
- Nie ! No Lucy złaź szybko !
Dziewczyna wyłączyła suszarkę, rozczesała włosy i zarzuciła szybko na głowę fullcapa. Zbiegła szybko na dół a widok w salonie ją przeraził.
- O mój Boże ! Jak Ty wyglądasz ! - krzyknęła przerażona Lucy na widok podbitego oka i załzawionej Rose. Zobaczyła, że w tym pokoju nie ma taty i Belli.
- Zadałam pytanie ! A tak w ogóle gdzie jest Bella i tata ? - spytała nieco spokojniej.
- W kuchni. Z Benem. - rzekł cicho Scott. Lucy szybko udała się do kuchni. Ten widok również nieco nią wstrząsnął.
- Ben ! Co ci się stało ?! - kolejny raz krzyknęła. Bella przykłada do oka Bena woreczek z lodem, a ojciec siedział z załamaną głową przy stole.
- Skurwiela zabije..- powiedział po cichu Ben.
- Powie mi ktoś do jasnej cholery co tu się dzieje ?! Dlaczego Ty i Rose macie podbite oczy i dlaczego ona płacze ?! - krzyczała na cały dom. Nie kontrolowała emocji. Wszystko wymknęło jej się spod kontroli.
Jej chłopak leży w szpitalu z wstrząśnieniem mózgu nie wiadomo z jakiego powodu a przyjaciele są pobici. Nie rozumiała już nic. Miała ochotę trzasnąć drzwiami i tak samo jak zostawić dom, zostawić wszystkie kłopoty i problemy, których nie wiedziała jak rozwiązać.
- Porozmawiajcie.. - powiedział z zrezygnowaniem po długiej ciszy ojciec i wyszedł z kuchni.
Po wyjściu taty, dalej nikt nic nie mówił. W końcu przemówiła Bella.
- Rose powinna Ci powiedzieć.
- Ale ona nie chce ze mną rozmawiać ! Zachowuje się jak dziecko !
- To nie jest twoja sprawa. - przerwała jej Rose wchodząc do kuchni. Chyba przysłuchiwała się od początku tej rozmowie.
- Chyba się przesłyszałam.. To po co w ogóle przychodziłaś do mojego domu ?!
- Dzwoniłaś, nie chciałam Cię martwić. A teraz przepraszam, ja już wyjdę.- rzekła stanowczo Rose kierując się do wyjścia.
- Stój. Nie tak prędko. Najpierw mi powiesz jak do tego wszystkiego doszło. - powiedziała Lucy łapiąc ją za rękę.
- Nie. Nie możemy się przyjaźnić. Nie po tym co się stało...
- Ale właśnie ! Co się stało ?! - krzyczała ze łzami dziewczyna.
- Już nie ważne.. Pamiętaj, że zawsze byłaś dla mnie kimś bliskim. Nigdy Cię nie zapomnę. Taki przyjaciel jak Ty to skarb. Ja na niego nie zasługuję. Dbaj o wszystkich, o Scotta, Bena, Belle i Maxa a szczególnie o siebie. Żegnaj Lucy.. . - odrzekła spokojnie Rose całując w policzek dziewczynę.
- Ale.. - nie dokończyła bo Rose wyszła już z domu. Po krótkiej chwili, uświadomiła sobie, że straciła przyjaciółkę. Stała jak posąg zalana łzami. Poczuła, że ktoś przytula ją do siebie.
- Mała.. Wszystko się ułoży. Zobaczysz.. - mówił do niej Jacob.
- Wszystko się spieprzyło.. - powiedziała i wybuchła histerycznym płaczem. Nie musiał mówić nic. Jej wystarczała tylko jego obecność. Po chwili rozterki, postanowiła się zebrać w garść i pojechać do Maxa. Później będzie odgadywała tajemnice jej przyjaciół. Była na nich wściekła, że nie wie co się dzieje w ich życiu. A przecież byli przyjaciółmi. Przyjaciele powinni chyba sobie ufać i mówić wszystko.. Tak było do niedawna..
- Tato jedziemy do szpitala. - rzekła Lucy wchodząc do salonu i biorąc torbę. Siedział w nim jej ojciec, Bella, Scott i Ben, Gdy wypowiedziała te słowa jej "przyjaciele" wstali.
- Ooo nie.. Wy zostajecie. Albo siedzicie w towarzystwie mojego taty, który nie wiem czy ma na to ochotę albo stąd wychodzicie. To jak ? - zapytała z powagą i złością dziewczyna. Bez żadnego 'ale' wyszli. Trochę ją to zdziwiło ale nie okazała tego. Gdy wyszła na świeże powietrze Jacob siedział już w samochodzie.
- Co z Tiną ? - zapytała go od razu.
- Dzisiaj będzie nocować u Lily. Tak przedtem uzgodniliśmy. Jutro zabieram już ją do siebie.- powiedział ruszając. Drogę przejechali w ciszy. W szpitalu od razu chcieli rozmawiać z lekarzem.
- Przepraszamy ale teraz lekarz prowadzący pana Maxa prowadzi poważną operacje. Skontaktuje się z państwem po zabiegu. - powiedziała jedna z pielęgniarek.
- Możemy do niego pójść ? Proszę.- rzekła błagalnie Lucy.
- Ale tylko na chwilę. Jest jeszcze bardzo słaby. Dosłownie 5 minut.
- Bardzo dziękujemy. - powiedział Jacob i udali się do sali w której przebywał jego brat. Nie spał.
- Siema brachu. Ale nas przestraszyłeś.. Już wszystko ok ? - zapytał Jacob.
- No cześć. Okej tylko mnie jeszcze trochę głowa boli he.. - powiedział z lekkim uśmiechem Max. Wyglądał lepiej niż rano. Jego twarz nie była już taka blada jak przedtem. Lucy stała i tylko na niego patrzyła. Nie odzywała się, gdy Max i Jacob rozmawiali o wynikach itp.
- Kochanie, czy coś się stało ? - zapytał w końcu ją Max.
- Jak to się stało, że leżałeś zimny i zakrwawiony w lesie ze wstrząśnieniem mózgu ? - zapytała w miarę spokojnie ale czuła, że zaraz wybuchnie.
- Nie chce teraz o tym rozmawiać.. Zrozum
- Nie ! - przerwała mu.
- Nikt ze mną nie chce rozmawiać ! Zawsze o wszystkim dowiaduje się ostatnia ! Moja przyjaciółka odeszła nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z jakiego powodu, a mój chłopak leży w szpitalu i nie che mi również powiedzieć dlaczego ! To jest chore ! Mam tego dość ! - dodała i wybiegła ze szpitala. Nie miała już sił więc usiadła na pobliskiej ławce a łzy leciały jej ciurkiem. Chciała ale nie mogła się pozbierać.
- W końcu .. Dziewczyno jak Ty szybko biegasz.. - powiedział zdyszany Jacob. Chyba gonił ją od szpitala.
- Nie wytrzymuje psychicznie. Muszę wyjechać. Nie ma innej opcji. - odrzekła nieco stanowczo wycierając łzy
- A co z przyjaciółmi? Ojcem no i Maxem ? Chyba ich tak nie zostawisz..
- Oni sami się ode mnie oddalili. Ja tylko to skończę.. To nie ma sensu. Sam widzisz, że wszystko wali. Ja już nie mam sił, wysiadam.
- Przecież po burzy zawsze wychodzi słońce.
- Nie w tym przypadku. Kiedyś wrócę.. Na pewno. Może jutro, za kilka dni, za miesiąc, rok .. Nie mam pojęcia. Aż wszystko ułoży się w całość. Dbaj o Tinę, musi wyrosnąć na silną kobietę żeby zawsze mogła sobie ze wszystkim poradzić. No i o Maxa żeby znalazł sobie porządną dziewczynę, bez problemów i która zrozumie go, bo ja jakoś nie mogę. Zaglądaj czasem do mojego taty, nie będzie wtedy taki samotny jak wyjadę. Dbaj o siebie i nie daj ponieść się emocjom. To ważne. Nie wiem dokąd jadę, ale gdy tylko będę w tym miejscu zadzwonię do Ciebie, ale za to nie powiesz Maxowi gdzie jestem, nikomu. Tylko tata będzie wiedział i Ty. Zmienię numer.
- Źle robisz. Ale ok. To twoje życie, pamiętaj, że zawsze będę z Tobą. - powiedział chłopak i przytulił ją mocno do siebie.
- Na mnie już czas. - odrzekła.
- Podwieźć Cię ?
- Nie, poradzę sobie. Trzymaj się. - uścisnęli się ten ostatni raz i rozeszli w swoje strony. Ona do domu, aby zabrać rzeczy i pogadać z tatem. On do szpitala, aby opieprzyć swojego brata, że jest takim idiotą.
Lucy czuła narastającą pustkę. Nie wiedziała czy sobie z tym wszystkim poradzi ale jakoś musiała. Trochę się bała jak zareaguje jej ojciec o wiadomości, że jego córka chce wyjechać i zostawić go samego.
______________________________________________
znów przepraszam, że tak późno ale koniec semestru
więc troszkę trzeba było się poduczyć ;)
no ale jest i mam nadzieję, że się podoba
i że w ogóle ktoś to czyta .
w najbliższym czasie nadrobię :D
kończę, buziaki <3

czytamy czytamy :)
OdpowiedzUsuńCiekawie, ciekawie !
OdpowiedzUsuń