niedziela, 8 stycznia 2012

Rozdział 9

" Kto do jasnej cholery śmie mnie budzić?!" - pomyślała Lucy gdy o 5:13 ktoś do niej zadzwonił. Popatrzyła na ekran: Nieznany.
- Słuucham ? - spytała śpiącym głosem dziewczyna.
- Lucy to Ty ?! To ja, Jacob. Kojarzysz? Brat Maxa. - powiedział chłopak. Lucy wyczuła strach w jego głosie.
- Tak wiem, ale czemu mnie budzisz? Co się stało ?
- Ja nie wiem co zrobić. Max nie wrócił na noc. Dzwoniłem i dzwoniłem i nic.. Zacząłem go szukać o 3 ... Nie mogę go znaleźć. Musiałem Cię obudzić, bo On nigdy nie znika nic nie mówiąc. Cholera martwię się za tego gówniarza! - krzyczał brat Maxa do telefonu.
- Boże.. Co z Tiną?! - Lucy zerwała się z łóżka. Od razu ode chciało jej się spać.
- Śpi na tylnych siedzeniach. Jak coś mu się stało..
- Za 5 minut masz u mnie być. - rzuciła szybko dziewczyna i się rozłączyła. Wystraszona zaczęła zakładać leżące na krześle dresy i szeroką bluzę. Włosy związała w kucyk i zbiegła po cichu na dół.
- Gdzie się moja panna wybiera? Lucy dopiero po 5.. - powiedział ojciec gdy dziewczyna zakładała trampki.
- Tato jedziemy szukać Maxa. Zaginął.
- Że co ?! - krzyknął ojciec.
- Jego brat do mnie zadzwonił, że nie wrócił na noc. Zaraz tu będzie.
- Może jest gdzieś na imprezie..
- Nie tato. On nie jest taki. Jemu mogło coś się stać. Muszę go znaleźć.- odrzekła stanowczo Lucy. Powstrzymywała się od łez. Tak bardzo się martwiła o Maxa. Zobaczyła przez okno, że pod dom zajechał samochód Jacoba. Wzięła do kieszeni klucze, telefon i drobniaki.
- Nie wiem kiedy wrócę. Aż go znajdę.
- Córuś, uważajcie na siebie i zadzwoń jak go znajdziecie. A jak potrzebujecie pomocy to też dzwoń- powiedział tata i pocałował córkę w czoło.
- Dziękuje tato. - powiedziała i wybiegła z domu dziewczyna. Wparowała szybko do samochodu. Zauważyła, że Jacob jest w strasznym stanie. Podpuchnięte, zmęczone oczy patrzyły na nią ze strachem.
- Dziękuje że jesteś.. Kurwa gdzie On jest ! Objechałem pół miasta i go nie ma... Nie wiem co już zrobić.. On nigdy nie znika ot tak.. Rozumiesz? Nigdy ! - krzyczał chłopak a po chwili uświadomił sobie, że Tina śpi i nie może jej obudzić.
- Musimy być spokojni. Nerwy tu nic nie dadzą. Ja też martwię się jak cholera ale musimy się opamiętać i go znaleźć. On może nas potrzebować. - złamanym głosem mówiła Lucy.
- Ale gdzie On może być... - wtedy chłopak już nie wytrzymał. Po jego policzkach spłynęła łza. Lucy szybko mu ją otarła.
- Nie możemy płakać. To pogorszy sprawę.. Ruszaj. Musimy sprawdzić jedno miejsce. - dodała i ogarnęła myśli, że Max może poszedł jeszcze raz na tą polanę, na której spędzili wspaniały wieczór.
- Mów gdzie jechać.- oprzytomniał Jacob i wtedy Lucy pokazała mu drogę.
- Może być w lesie. Tylko jest jeszcze trochę ciemno.. Cholera i ta mgła.. - rzekła dziewczyna Maxa.
- W bagażniku mam latarki. Kiedyś Max pokazywał mi tą polanę. Wiem gdzie to jest. Tylko nie wiem co z Tiną.. W każdej chwili może się obudzić.. Ale chwila. Zawiozę ją do Lily. Mała bardzo ją lubi. Ona mieszka nie daleko, koło placu zabaw. Jak myślisz, dobry pomysł? - spytał Jacob, gdy byli koło parku.
- Okej. Poczekam. - powiedziała Lucy ale gdy tylko dojechali do domu koleżanki Jacoba, nie wytrzymała. Wybiegła z samochodu do bagażnika po latarkę. Zapaliła ją, bo przez tą mgłę nic prawie nie było widać i zaczęła biec w stronę lasu ile sił w nogach. W końcu dobiegła do celu. Po krzakach świeciła latarką, bo myślała że może tam być. I nic. Nie było go. Lucy nie miała już sił. Usiadła na pniaku jakiegoś drzewa. Nie była w stanie dusić w sobie płaczu. Łzy kapały a ona miała wielki mętlik w głowie. Myślała gdzie On może być. Wiedziała, że jest bardzo ważną osobą w jej życiu i nie może go stracić. Z jej rozmyśleń przerwały jej dziwne odgłosy. Takie mruczenie.. Nie, to nie kot. To bardziej.. ee.. majaczenie. Ktoś majaczył. Szła za tym głosem.. i spostrzegła ciało. Tak, to ciało Maxa. Na rękach i twarzy miał krew. "Jacob.. Ratuj... Ja .. Ja umieram... Co z Lucy .. Boże ratuj.. Ja ją.. ko.. ko .. cham" - usłyszała z ust Maxa. Rzuciła się na niego z płaczem co się stało a On nie wiedział nic. Po chwili zamknęły mu się oczy. Krzyczała z histerycznym płaczem, że nie może jej zostawić. Że ma siostrę i brata, dla których jest wszystkim.. On leżał i oczu nie otwierał. Krzyki Lucy usłyszał Jacob, który zaraz przybiegł. Zobaczył spłakaną dziewczynę i swojego zakrwawionego brata. Od razu wyjął telefon i zadzwonił na 112. Po 5 minutach, jak nigdy tak szybko przyjechali, usłyszeli dźwięki pogotowia. Jacob pobiegł po sanitariuszy. bo Lucy nie była w stanie nic zrobić. Zdjęła i owinęła Maxa swoją bluzą, bo było zimno. Leżała obok niego zalana łzami i całowała jego zakrwawioną twarz. Nie była w stanie pojąć tego, że może go stracić. Ta myśl zabijała ją od środka.
- Proszę się odsunąć. - usłyszała od jakiegoś mężczyzny. Nie mogła się poruszyć. Jej ciało było sparaliżowane. Trzęsła się ze strachu i zimna. Jacob podniósł ją i wziął w objęcia. Czuł się okropnie, tak samo jak Lucy.
- Jest puls, ale zabieramy go szybko, bo stracił dużo krwi. Kim państwo jesteście? Pani jest siostrą chłopaka? - lekarz zwrócił się do Lucy.
- Nie.. Dziewczyną.. Czy .. Czy On przeżyje? - spytała po cichu. Bała się odpowiedzi.
- Prawdopodobnie ciężkie wstrząśnienie mózgu. Musiał go ktoś nieźle sprać. Dobrze, że szybko zadzwoniliście po nas, bo to się mogło źle skończyć. - odrzekł mężczyzna. "Źle skończyć?  Czy On mógł umrzeć? Nie .. Nie nie mogę mieć takich myśli.. "- pomyślała Lucy.
- Jedziemy ! - krzyknął jeden z sanitariuszy.
Karetka odjechała a Lucy i Jacob stali wtuleni w siebie. Wspierali się nawzajem. Dziewczyna była bardzo słaba psychicznie i fizycznie. Chłopak jakoś się trzymał bo wiedział, że musi wspierać Lucy, która bardzo źle to znosiła. Trzęsła się z zimna, a Jacob dał jej swoją bluzę.
- Musimy jechać do szpitala. Dasz radę dojść do samochodu? - zapytał po czym nie czekając na odpowiedź dziewczyny, wziął ją na ręce i szedł w stronę auta. Usnęła jak dziecko jak jechali do szpitala. Gdy byli na miejscu, chłopak chciał ją wziąć na ręce ale ona się przebudziła.
- Dam radę. Dojdę. - rzekła. Dochodziła 7. Szli smutni i zmęczeni  w stronę recepcji.
- Przywieziono mojego brata. Max Elliot. - powiedział Jacob do recepcjonistki.
- Tak, chłopak ze wstrząśnieniem mózgu ale stan jest stabilny. Proszę poczekać jest na badaniach. To trochę potrwa. Widzę, że są państwo zmęczeni. Może wody? Tam stoi. - pokazała stojak z wodą miła kobieta.
- Dziękuje. - rzekł chłopak po czym skierowali się wraz z Lucy w stronę krzeseł.
- Chcesz wody ? - zapytał.
- Nie. Napiszę do taty, że go znaleźliśmy. - powiedziała Lucy i ułożyła się na krzesłach i kolanach Jacoba. Napisała SMS ojcu po czym od razu usnęła wtulona w ramiona brata swojego chłopaka.


3 komentarze: