- Obudziłaś się. Nie chcieliśmy Cię budzić. - odrzekł Scott.
- Chcieliście ?
- Do Rose nie dało się dodzwonić więc Ben pojechał do niej a Bella poszła po coś do jedzenia. Głodna jesteś?
- Pić mi się chce.. Skąd wiedziałeś gdzie jestem ? - spytała lekko poddenerwowana.
- Po twoim smsie, twój tata zadzwonił do Belli i opowiedział jej co się stało. Potem przyjechaliśmy tutaj a Ty spałaś. Musisz pojechać do domu, odpocząć. Jesteśmy trochę na Ciebie źli, że nam nie powiedziałaś o Maxie a to się teraz nie liczy.
- Przepraszam .. Chciałam wam dziś powiedzieć.. Na imprezie.. A co z Maxem ?
- Jest dobrze. Przedtem były małe komplikacje a teraz nic nie zagraża jego życiu. Musisz pojechać do domu, odpocząć.
- Nigdzie nie jadę. Jacob długo śpi ?
- Bardzo się martwił o Maxa i Ciebie i usnął. Niedawno.
- Dobrze. Musze się zobaczyć z Maxem. - odrzekła stanowczo dziewczyna i ruszyła w stronę recepcji zapytać gdzie leży jej ukochany. Ujrzała na końcu korytarza Belle, która niosła w rękach tymbarki i coś do jedzenia.
- Hej.. I jak ? Przyniosłam wam jedzenie. - powiedziała nieśmiało, jak nigdy Bella.
- Może być. Idę do Maxa. Przepraszam, że wam o nim nie powiedziałam ale ...
- W porządku, rozumiem.Zjedz. - przerwała Bella Lucy .
- Później. Idę do Maxa. - odpowiedziała Lucy i cmoknęła w policzek przyjaciółkę. W głębi duszy wiedziała że nie poradziła by sobie bez przyjaciół. Gdy recepcjonistka powiedziała jej gdzie leży jej chłopak, poszła szybko do sali w której się znajdował.
- Boże, Max.. Tak się martwiłam ! - powiedziała dziewczyna rzucając się na łóżku Maxa z płaczem. Miał bladą i po obijaną twarz, głowę okręconą bandażem i zamknięte powieki. Gdy spoglądała na niego zapłakanymi oczami serce mało jej nie pękło. Trzymała go za rękę, płakała i mówiła szeptem, że nie może jej zostawić, że go kocha i błagała aby otworzył oczy i powiedział jej to samo. Z bezsilności i łzami usnęła trzymając go za rękę. Obudził ją dziwny uścisk w dłoń.
- Kocham Cię...Zamierzam budzić się każdego ranka obok Ciebie. Nie zostawię Cię.. Nigdy.. - wymruczał Max z zamkniętymi oczami i przygarnął delikatnie dziewczynę do siebie.
- Uwielbiam Cię, rozumiesz ? Nie poradziłabym sobie bez Ciebie. Kocham Cię.. - rzekła Lucy wtulona w tors chłopaka.
- Proszę opuścić salę, musimy zbadać pana Elliota. - przerwał im lekarz.
- Coś z nim nie tak ? - spytała wystraszona dziewczyna.
- Nie, wszystko w porządku. Tylko musimy się upewnić, że nic nie zagraża życiu.Niedługo będziemy mogli wypuścić pana, tylko jeszcze kilka dni musi pan zostać na obserwacji. - lekarz zwrócił się do chłopaka.
- Dobrze, później przyjdę. - powiedziała Lucy i pocałowała czule w czoło Maxa.
- Jacob jest ? - zapytał.
- No jasne. Przyjdę z nim. - odrzekła i wyszła z sali. Postanowiła, że szybko pojedzie do domu przebrać się, wykąpać i coś zjeść. Gdy podeszła do przyjaciół Jacob już nie spał.
- Chciałem do niego przyjść ale powiedzieli mi twoi przyjaciele, że Ty jesteś i żeby wam nie przeszkadzać. Pójdę do niego.- powiedział wstając i kierując się w stronę sali.
- Nie idź, badają go. Później masz do niego zajrzeć, tak powiedział. Ej.. Jedziemy do mnie coś zjeść.Wszyscy. - powiedziała stanowczo dziewczyna.
- Ja zostanę. - rzekł Jacob.
- Nie ma co tu siedzieć. Chodźcie idziemy. - odrzekła Lucy patrząc na Jacoba znaczącym wzrokiem, że ma ruszyć tyłek i jechać z nimi.
- No dobrze.. - powiedział w końcu. Ruszyli do samochodu Jacoba, a Scott próbował jeszcze dodzwonić się do Bena i Rose ale nie odbierali. Pojechali do domu Lucy, a tam czekał na nich wspaniały posiłek przygotowany przez tatę dziewczyny.
opornie mi to jakoś idzie.
następnym razem będzie dłuższe ;))

Faaajnie teraz wyglądaa blog ! :D
OdpowiedzUsuńświetny wyglad bloga :**
OdpowiedzUsuńpisz, pisz bo dobrze Ci to idzie :)
Zapraszam do mnie i do mojej przyjaciółki Galaxy z którą prowadzę bloga chociaż ona piszę osobno notki i ja osobno :) ( ja śpiewam ona projektuje i szyje ubrania od dawna)
http://dont--stop--believin.blogspot.com/