środa, 21 marca 2012

Rozdział 18

Szybko znalazłam się pod domem Maxa. Ze zdenerwowania aż trzęsły mi się nogi. Max mieszkał w bloku. Zadzwoniłam pod numer, który kiedyś mi mówił. Po chwili odezwał się smutny głos.
- Tak ?
- Mogę ? - zapytałam cicho. Rozpoznał mój głos i szybko otworzył drzwi. Szłam powoli po schodach. W końcu stałam pod drzwiami z numerem 26. Otworzyły się.  Jego oczy były podkrążone, a źrenice duże.
- Cześć.. - zaczęłam.
- Wejdź, nie będziemy w progu rozmawiać. - powiedział i zaprosił mnie gestem do środka. Weszłam do środka. Poszliśmy do jego pokoju. Porozrzucane były w  nim ubrania, a w kącie stała krata z pustymi butelkami. "Kurwa, pije..."- przeleciała mi myśl.
- Usiądź. - powiedział zbierając rzeczy.
- Ja Ci nie zajmę dużo czasu....
- Spokojnie, siadaj. Napijesz się czegoś ? - chyba zauważył moje trzęsące się ręce. Usiadłam na krześle.
- Nie, dziękuje. Posłuchaj, możesz usiąść na chwilę ? Chcę Cię o coś zapytać. - usiadł.
- Nie lubię owijać w bawełnę, więc wale prosto z mostu. - dodałam.
- Tak ? - odrzekł nieśmiało.
- Ty ćpasz, prawda? - spytałam poważnie ze łzami w oczach. Nie odpowiedział. Wbił oczy w podłogę. Wzięłam torbę z krzesła i wstałam.
- Już wiem, to co chciałam. Narazie... - powiedziałam i kierowałam się do wyjścia. Przy drzwiach złapał mnie za rękę.
- Stój. - powiedział.
- My już nie mamy o czym rozmawiać. - odpowiedziałam mu patrząc prosto w twarz. Czułam jego oddech na szyi.
- Mamy. - rzekł i pocałował mnie namiętnie w usta. Z oczu poleciały mi łzy. Nie mogłam oprzeć się jego ustom. Ich smaku. Dawno 'tego czegoś' nie czułam. Brakowało mi tej delikatności. Po krótkiej przerwie 'odlotu' wróciłam do rzeczywistości i oderwałam się od niego. Patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nie pozwolę Ci na to, rozumiesz ?! Za bardzo Cię kocham idioto ! - wydarłam się na niego z płaczem, złapałam za głowę i wpiłam swoje usta w jego. Gdy odsunęłam się od niego, stał zdziwiony. Po chwili zdziwiona byłam ja jeszcze bardziej, bo z jego oczu zaczęły wypływać łzy. Spływały powoli po jego zimnych policzkach. Rzuciłam się na jego szyję, a On tak mocno mnie przytulał, jak nigdy wcześniej. W życiu bym nie przypuszczała, że będę razem płakać z chłopakiem.. Szeptałam mu, że razem przez to przejdziemy, a On jeszcze bardziej ściskał moje ramiona.
- Ja.. Ja nie mogę.. Ja Cię zranię, rozumiesz ? Jesteś zbyt ważna.. To co napisałem w liście.. To.. To wszystko prawda. Zniszczyłem siebie.. Ciebie nie mogę. - jąkał się cichym głosem.
- Nie zranisz mnie. My przejdziemy przez to razem, zobaczysz. Wszystko będzie dobrze. Zaufaj. - powiedziałam, wycierając opuszkami palców jego łzy.
- Kurwa mać, jak ja Cię kocham. - odrzekł po cichu, miażdżąc mnie w swoich ramionach. Nie odpowiedziałam. Choć serce waliło jak szalone, wiedziałam dla kogo bije.

***

 
Leżałam owinięta w kocu, i słyszałam stukanie. Dobiegało z kuchni. Wstałam powoli, zapinając bluzę.
- Mała, z Tobą coś nie tak. Ty za mało jesz, a za dużo śpisz.- powiedział Max robiąc jedzenie.
- Wydaje Ci się.. Gruba jestem. - odpowiedziałam ziewając.
- Ty ?! Ogarnij się ! Ile ważysz? - zapytał podnosząc lekko głos.
- Dużo. Nie musisz wiedzieć. - chciałam go zbyć.
- Lucy, powiedz. - powiedział to ze swoim zatroskanym uśmiechem, któremu zawsze ulegałam.
- Pięćdzieeeesiąttt...
- No ?
- Dwa. - odpowiedziałam szybko zakrywając twarz. Wstydziłam się.
- Pierdolisz. - odrzekł odkładając nóż.
- Mówiłam że jestem gruba !
- Nie chodzi o to. A ile masz wzrostu ?
- Metr.. Sześćdziesiąt siedem.
- Tak ? Cóż ciekawe.. - powiedział podchodząc do lodówki.
- Zjedz to. - dodał podając mi kawałek kiełbasy.
- No chyba Cię powaliło. Nie będę tego jadła.
- Wolisz kanapkę ze smalcem ? Nie ma sprawy...
- No jak ja nie jestem głodna.
- Nic nie jadłaś od 1. Nie wiem czy wcześniej coś jadłaś.
- Jadłam z tatem.
- Wpierdalaj tą kiełbache i koniec dyskusji.
- Nie ! No Max, przestań..
- Powiedziałem, masz to zjeść ! Nie będę z takim chudzielcem !
- Ja nie będę z ćpunem ! - po chwili zrozumiałam, co ja powiedziałam.
- Max ja... - dodałam.
- Nie, masz rację. Nie powinienem Cię do niczego zmuszać. Sam robię głupoty.. - przerwał smutno i zabrał się do krojenia warzyw. Wzięłam tą kiełbasę do ręki i ugryzłam. Zaczęłam machać mu  nią przed oczami. Chciałam by się uśmiechnął. W końcu mi się to udało. Ugryzłam znowu.
- Nie martw się tak. Przecież mi się tylko nie chce jeść..
- Ale to źle. Powinnaś jeść. Jesteś chuda jak patyk.
- Dobra, skończmy ten temat. Która godzina?
- 17:30. O 18 wróci Jacob z Tiną.
- To ja się będę zbierać..
- Nie, zostań. Proszę.
- Muszę. Mam zrobić jeszcze zakupy. Tacie obiecałam. Jutro musimy porozmawiać. W szkole nie bardzo, więc po ?
- Mam odebrać Tinę.
- To pojedziemy po nią razem.
- No dobrze. Poczekaj, Jacob Cię odwiezie.
- Nie, za 15 min mam autobus.
- Jak chcesz. Uważaj na siebie. I niech ta rozmowa zostanie między nami. Jacob o niczym nie wie.. - odrzekł całując mnie w czoło.
- Lecę, pa.- cmoknęłam go w policzek, złapałam torbę i wyszłam z mieszkania. Idąc po schodach pomyślałam, że dobrze że tu przyszłam.
Może moje życie w końcu znajdzie sens...

 


_______________________________________
trochę mi się nie podoba..
oceniajcie, bo nie wiem czy ma to sens
dalsze pisanie.
buziak ;*


1 komentarz: