- Lucy, jesteś moim skarbem. - powiedział mój ukochany, łapiąc moją twarz w swoje dłonie.
- Max, ja.. Kocham Cię... - odpowiedziałam mu, całując go namiętnie. Wtedy podeszło trzech mężczyzn. Oddzielili nas od siebie. Jeden mnie trzymał, drugi gdzieś dzwonił, a trzeci bił Max'a. Krzyczałam, ale zasłonił mi ktoś ręką buzię. Płakałam, wyrywałam się, ale to nic nie dało. Mężczyzna, który dzwonił, zniknął. Uspokoiłam się przez chwilę. W pewnym momencie uderzyłam faceta z łokcia w żebra, aż się zgiął i kopnęłam z całej siły w głowę. Upadł i nie ruszał się. Mężczyzna, co bił Max'a podszedł do mnie i próbował wymierzyć mi cios w twarz. Kucnęłam, i kopnęłam go mocno w piszczele. Krzyczał głośno leżąc na ziemi, a ja ponowiłam swojego kopniaka w twarz. Też przestał się ruszać. Podbiegłam do Max'a. Nie ruszał się. Twarz miał całą w krwi. Zupełnie tak samo, jak wtedy, gdy miał wypadek. Przyszedł Jacob. Odsunął mnie od niego. Sprawdził mu puls.
- Nie żyje.. - powiedział. Wybuchłam płaczem.
- Lucy, nie płacz. Nie był Ciebie wart. - odrzekł spokojnie.
- Jak możesz tak mówić ?! To twój brat ! - krzyczałam
- To nie zmienia faktu, że może zadawać się z takimi typami. Mówiłem mu żeby skończył z prochami! Skończył.. Na miesiąc ! Nie oddał kasy, to teraz ma ! Zmywajmy się stąd. - powiedział zdenerwowany Jacob i wziął mnie za rękę. Mówiłam, że ja kocham Max'a ale on mnie nie słuchał. Powiedział tylko abym o nim zapomniała. Nie miałam siły iść.. Upadłam.. Czułam, jak spadam w dół....
***
- LUCY ! LUCYYY !! Boże, dziecko..... OBUDŹ SIĘ! NIE KRZYCZ, NIE PŁACZ, BŁAGAM.. !!!! -krzyczał mi ktoś do ucha. Poczułam na swoich policzkach wodę.
- Tata? - pisnęłam cichutko i rzuciłam mu się na szyję.
- Jak Ty mnie przestraszyłaś ! Krzyczałaś, płakałaś.. Nie wiedziałem co zrobić. Co Ci się śniło ? - zapytał ojciec.
- Bo.. Bo.. Max.. Max nie żyje..
- Max ?!
- No.. No tak.. Zabił go.. Tak mi się śniło.... - zanosiłam się płaczem.
- Już spokojnie, córeczko. Wszystko w porządku. To tylko zły sen. - uspokajał mnie tata. Wtedy uświadomiłam sobie jedną rzecz. Że właśnie ten sen, mógł wyjaśnić mi wszystko. Musiałam porozmawiać z Max'em. Natychmiast.
- Tatku, która godzina? - zapytałam już spokojniej.
- Jest 12.58. Robię obiad. Pomożesz mi ? Tylko najpierw się uspokój.
- Przykro mi tato, ale muszę coś koniecznie załatwić. Zrobię kolację, dobrze? - zapytałam zbierając telefon, drobniaki i chusteczki do torby, która wisiała na krześle.
- No dobrze, dobrze. Kochanie, musisz się wziąć do lekcji, wiesz? Ostatnio zaniedbałaś szkołę.
- Tak, tato wiem. Skocze do kumpeli, pożyczę zeszyty. Ale teraz, na prawdę się śpieszę. Jak będę wracać, zrobić zakupy?
- Tak, jakbyś mogła. Masz więcej pieniędzy. - powiedział ojciec podając mi kasę. Wyszedł z mojego pokoju a ja postanowiłam się przebrać. Poszłam do garderoby. Pomyślałam, że zmienię tylko koszulkę. Założyłam białą z niebieskim napisem 'Adidas' i zarzuciłam na to rozpinana szarą bluzę. W łazience przeczesałam włosy i poprawiłam lekki makijaż. Telefon wrzuciłam do kieszeni. Było bardzo dużo nieodebranych połączeń i SMS. "Cholera, zmienię numer."- powiedziałam sama do siebie. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Założyłam najkacze i wyszłam z domu. Chciałam zadzwonić do Max'a, ale pomyślałam, że pójdę do niego. Jego dom znajdował się 15min drogi autobusem, od najbliższego mojego przystanku.
Szczerze mówiąc, trochę się bałam tego spotkania. Ale w końcu, coś musiałam zrobić.

Czekam na to co będzie dalej ! :)
OdpowiedzUsuń