piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 21

Lekcje ciągnęły się i ciągnęły, no ale w końcu nadszedł ich koniec. Gdy wychodziłam z budynku i czekałam na Max'a, zadzwonił mi telefon. Nieznany numer.
- Słucham ? - zapytałam.
- Hej Mała. Pamiętasz, że masz być w pół do 3 pod szkołą ? - zapytał znajomy głos.
- No tak. Scott o Tobie się nie da zapomnieć. - zaśmiałam się do telefonu.
- Tak wiem. Tylko się nie spóźnij. Na razie, pa. - powiedział i się od razu rozłączył. Wtedy nadszedł Max. Bez słowa uśmiechnął się i wziął mnie za rękę. Szliśmy w stronę przystanku. Dobiegła do nas zdyszana Bella.
- Nie mogliście zaczekać ?! Darłam się i darłam a wy nic. Gdzie ciśniecie ? - spytała gdy uspokoiła oddech.
- Po Tinę. Siostrę Max'a. - odpowiedziałam.
- A dobra dobra. Stykniemy się wieczorem czy nie macie czasu ? - zapytała. Max spojrzał na mnie pytająco.
- Ja to chyba nie dam rady. Muszę nadrobić materiał, zaraz koniec roku. Piątek będzie nasz. Hehehe.. - powiedziałam.
- No trzymam Cię za słowo, mała. Dobra zmykajcie, bo wasz autobus przyjechał. Jak coś to es. - odrzekła i cmoknęła mnie w policzek, biegnąc w swoją ulicę, bo daleko do szkoły nie miała. Siedzieliśmy w autobusie w ciszy. Trochę było nie zręcznie.
- Ja to rzucę ... - zaczął.
- Co ? - wyrwał mnie z zamyślenia.
- Rzucę dragi. Tylko proszę Cię, obiecaj mi coś.
- Tak ? - spytałam cicho.
- Bądź przy mnie. Bądź wtedy, kiedy mi się będzie tak zajebiście tego chciało. Bądź, jak będę na tym pieprzonym odwyku, bo ja długo tak nie pociągnę. Najgorsze jest to, że nie chcę skrzywdzić Tiny, Jacob'a a szczególnie Ciebie. Nie wiem co robić .. - powiedział mi to ze łzami w oczach. Starsza kobieta, która siedziała niedaleko nas, patrzyła na nas dziwnie.
- Kochanie. Proszę Cię nie płacz, nienawidzę tego. Uwielbiam twój uśmiech, i chcę patrzeć na niego przez całe moje życie, rozumiesz to ? Nie zostawię, Cię. Choćbyś był, w nie wiadomo jakim gównie, ja Cię z niego wyciągnę. Spójrz na mnie.. Kocham Cię. - powiedziałam i wpiłam się w jego usta. Czułam jak po policzkach spływają mi słone łzy. Trzymał mnie tak mocno za rękę, że aż mnie to bolało lecz jej nie oderwałam. W końcu oderwałam się od jego ust, i wytarłam rękawem jego twarz, a później swoją.
- A teraz.. Uśmiechnij się. - powiedziałam robiąc słodką minkę. Lekko jego kąciki ust się podniosły.
- No, od razu lepiej. A teraz chodź, idziemy. - dodałam i wysiedliśmy z autobusu. Ta kobieta, która tak się na nas dziwnie patrzyła, pociągnęła mnie za ramię.
- Trzymaj go przy sobie. Daj motywację i siłę. Tego mu trzeba. - powiedziała po cichu i odeszła. Jak szliśmy pod szkołę Tiny, zauważyliśmy lodziarnię. Nie było zimno, więc postanowiliśmy do niej zajść.
- Te co zwykle? - zapytał mnie Max.
- Pewnie. A jakie Tina lubi ?
- Oczywiście, że orzechowe. - odpowiedział. Wzięliśmy 3 lody i wyszliśmy. Gdy podeszliśmy pod szkołę, akurat zadzwonił dzwonek. Minęło 5 minut, dziewczynka dalej nie wychodziła. 10, dalej nic. 15min. - nic. Max zaczął się denerwować. Weszliśmy do budynku. Wtedy wbiegło kilku sanitariuszy. Oboje z Max'em byliśmy przerażeni. Z szatni, na noszach wynieśli małe ciało dziewczynki.

________________________________
krótkie, wiem, ale będą teraz częściej !
wena naszła mnie ;**

3 komentarze: