- Dobra, daj mi pół godzinki. Muszę się ogarnąć. - odpowiedziała. Wyszła spod swojej cieplutkiej kołderki i udała się do garderoby. Nie miała ochoty zakładać coś szczególnego więc wybrała szary dresy i czarną, rozciągniętą koszulkę. Udała się do łazienki i wzięła szybki prysznic. Potem wysuszyła włosy i związała je w niesfornego kucyka. "Gdzie mój telefon?" - pomyślała. Po poszukiwaniu, w końcu znalazła zgubę. Leżał na biurku między książkami. Połączenia- 89 nieodebranych. Wiadomości- 103 nieprzeczytanych. Skrzynka pocztowa całkowicie zawalona. Bardzo dużo połączeń było od Maxa i Scotta. Jacob i Ben również sporo razy dzwonili. Większość SMS było od Belli. Właśnie dzwonił Jacob. Nie chciała z nim rozmawiać ale odebrała.
- Cześć..- zaczęła niepewnie.
- W końcu.. Nie da się do Ciebie dodzwonić ! Właśnie jadę do Ciebie. Sorki, ale jestem z Tiną. Jesteś w domu? - zapytał chłopak.
- Tak, właśnie wstałam. Przyjedźcie jak chcesz.
- Zaraz będziemy. Musimy porozmawiać.- rzekł i rozłączył się. Dziewczyna zeszła na dół i oznajmiła ojcu, że będą dwa goście na obiedzie. Po 5 minutach stali już przy bramie.
- Wejdźcie, zapraszam. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem, gdy otwierała im drzwi.
- Emm.. Tina. - rzekła urocza dziewczynka do Lucy, podając jej rękę.
- Lucy, miło mi. - odrzekła już z prawdziwym uśmiechem. Goście weszli do salonu.
- Masz piękny dom. - mówiła z zachwytem dwunastolatka oglądając się wokół siebie.
- Lucy ! Chodź szybko ! Przypala mi się ! - krzyczał z kuchni tata.
- Przepraszam, zaraz wracam. - powiedziała gospodyni. Po 5 min dziewczyna wróciła do salonu i zapoznała tatę z siostrą kolegi. Zjedli obiad.
- Wspaniałe. Naprawdę pyszne. Ale.. przepraszam, że to mówię ale czegoś mi tu brakuje.. Hmm... Wiem. Parmezan. - dziewczynka była bardzo wygadana. Lucy ją polubiła. Była taka urocza i śliczna. Zawsze chciała mieć rodzeństwo.
- Bardzo możliwe. Widzę, że znasz się na gotowaniu. - pochwalił ojciec najmłodszego gościa.
- Taak, Tina uwielbia gotować. - wtrącił się Jacob. Po obiedzie, rozmowa im się kleiła. Ojciec Lucy bardzo polubił Tinę. Trochę przypominała mu swoją córkę, jak była mała.
- Lucy, możemy porozmawiać? - zapytał Jacob. Dziewczyna spojrzała na ojca.
- Idźcie do Ciebie. Jeszcze sobie porozmawiam z młoda kucharką.- rzekł do córki mężczyzna. Jacob i szesnastolatka poszli do jej pokoju.
- O czym chciałeś porozmawiać ? - zapytała Lucy po chwili niezręcznej ciszy.
- Wiesz o czym chcieliśmy porozmawiać. Z Maxem jest źle. Bardzo źle. Nie może przyjąć do wiadomości tego, że Ty wyjeżdżasz. Gdy mu o tym powiedziałem, nie odzywał się nic. Chyba do niego to nie dotarło.Po pewnym czasie dopadła go taka złość, że aż musiałem wzywać lekarza. Wydarli się na mnie, że denerwuje pacjenta i takie tam głupoty. Przecież musiałem mu o tym powiedzieć. Wychodzi we wtorek. Dalej chcesz wyjechać ? Nie wiem czy On to wytrzyma psychicznie.. Twój przyjaciel do mnie dzwonił. Jak On się nazywał.. Scott? Tak Scott. Chciał się dowiedzieć co z Tobą ale mu nic nie powiedziałem. Chyba nie masz mi tego za złe?
- Nie. Sama z nim porozmawiam.
- A co z tą przeprowadzką ? Co ze szkołą ?
- Szkołą się nie martwię. Jest koniec maja. Za miesiąc zakończenie roku. Wyjadę. Jest bardzo dobra okazja, bo mój ojciec dostał stanowisko pracy w innym mieście. 300 km od mojego domu. Starego domu..
- Więc wyprowadzasz się przed wakacjami, tak ?
- Raczej tak, ale nie jestem pewna. Może tata zechce już wyjechać. Nie mam pojęcia...
- Rozumiem. No szkoda ale.. Twoja decyzja. A, zapomniałbym. - powiedział chłopak wyciągając kopertę z kieszeni. - Mam Ci to przekazać. - dodał. Na kopercie pisało wielkimi literami : Dla Lucy.
- Co to jest ? - zapytała niepewnie dziewczyna.
- Otwórz to będziesz wiedzieć. My będziemy już się zbierać. Dziękuje za obiad był naprawdę pyszny.
Przeproś swojego tatę za Tinę. Jest bardzo wygadana i pewnie teraz jeszcze go dręczy.
- Nie będę go za nic przepraszać. On bardzo lubi dzieci , a widać, że Tinę szczególnie. - powiedziała szesnastolatka i skierowali się do salonu, w którym był pan Anderson i siostra Jacoba.
- No Młoda, zbieramy się. Dziękujemy panu za obiad. - rzekł do siostry chłopak.
- Juuż ? A tak fajnie mi się z panem rozmawiało. Mogę pana kiedyś odwiedzić ? Pokażę panu moje książki kulinarne. Są tam niesamowite przepisy. - mówiła dziewczynka ubierając się przy wyjściu.
- Oczywiście. Nie mam nic przeciwko. - odpowiedział rozbawiony tata Lucy.
- Trzymaj się, mała. Przed wyjazdem zadzwoń. - powiedział do Lucy Jacob.
- Jasne, zadzwonię. - odrzekła dziewczyna i cmoknęła w policzek Jacoba i Tinę.
- Bardzo miła dziewczynka, naprawdę. - wychwalał Tinę tata, gdy sprzątali po obiedzie. Lucy nic nie mówiła.
- Musimy porozmawiać w sprawie domu i szkoły... - zaczął niepewnie ojciec.
- Tak, miałam poruszyć ten temat. Chciałabym nie sprzedawać tego domu. Wiem, że ty musisz zacząć pracę od zaraz, a mi został miesiąc szkoły. Myślę, że na razie możesz wyjechać sam. Jestem dużą dziewczynką i sobie poradzę. Przecież mi wierzysz i nie rozwalę domu.
- No nie wiem córuś ...
- Tato, wiesz. Wierzysz mi ?
- Wierze ale..
- Nie ma żadnego ale. Po skończeniu szkoły od razu do Ciebie jadę.
- A co z nowym domem ? Trzeba go wybrać.
- Dasz radę, znasz mój gust i wierzę Ci, że wybierzesz coś pięknego. A teraz przepraszam, pójdę do siebie. - po rozmowie Lucy udała się do swojego pokoju. Dochodziła 17.30. Kusiło ją aby otworzyć kopertę i zobaczyć co się w niej znajduję. Ale w pewnej chwili poczuła, że wielką ochotę na papierosa. Nie była nałogowcem, lecz lubiła sobie czasami zapalić. Wyjęła z torby paczkę i zapalniczkę i wyszła na balkon. Zaciągała się długo i rozkoszowała dymem. Po chwili przyjemności wróciła do pokoju. Wyjęła z szafki żelki i colę oraz włączyła w radiu płytę Pezeta. Przy piosence "Nieważne" i jedzeniu żelków na łóżku otworzyła kopertę. Był w niej list.
" Witaj Lucy. Ten list piszę, nawet nie wiem po co. Może nawet go nie przeczytasz... Ale nie. Jak otworzyłaś to chyba przeczytasz. Więc, napisałem go od razu jak Jacob wyszedł, po wiadomości, że wyjeżdżasz. Pewnie Ci mówił, że trafiła we mnie złość. Tak trafiła i to nie z jego powodu. Przecież musiał mi o tym w końcu powiedzieć. A to nie jest jego wina. To jest tylko i wyłącznie moja wina. Cholera, nawet nie umiem przytrzymać dziewczyny przy sobie. Jestem żałosny, wiem. Jeżeli tylko chcesz, nie wyjeżdżaj. Zostawię Cię w spokoju. Nie z tego powodu, że mam Cię dość lub coś w tym stylu. Nie, po prostu ja .. Ja Cię kocham. Kocham jak jakiś nienormalny i nic już nie mogę zrobić. Pamiętaj jedno. Ja byłem, jestem i będę tylko Twój. Nigdy nie poznałem tak niesamowitej dziewczyny. Nie zasługuję na Ciebie. Na koniec powtórzę, to co mówiłem.
KOCHAM CIĘ.

Smutnoo.
OdpowiedzUsuńto opowiadanie jest mega <333
OdpowiedzUsuńczekam na następny !! ; D
świetne ; *
OdpowiedzUsuńzapraszam tutaj : ) http://stracone-skrzydla-nadzieji.blogspot.com/